- Ty znowu tutaj? - po wielkiej sali, jaką stanowił chłodny kościół rozniósł się męski głos. Nie musiałam się jednak odwracać, aby wiedzieć do kogo należy, dlatego też wzrok nadal utkwiony miałam w ołtarzu, który najpewniej znałam już na pamięć. O tej porze w piątki prawie nigdy tutaj nikogo nie było, poza kapłanami, jacy pełnili tu swoją posługę.
Nie odpowiedziałam, wsłuchana w kroki mężczyzny, które niosły się echem. Wiedziałam, że już niebawem zobaczę go z prawej strony, a potem przejdzie przede mną i zajmie miejsce obok, w pierwszym rzędzie. Nie było to spowodowane żadną z moich zdolności, a wyuczeniem... nie byłam tu pierwszy raz, na Ziemi spędziłam już ponad miesiąc, a miejsce to znalazłam gdzieś na początku mojej zabawy w człowieka. Od tego czasu spotkania moje i ojca Patricka zyskały swój własny schemat. On mnie znajdował, przysiadał się, a ja nigdy nie zapowiadałam swoich wizyt i dbałam o to, aby w tych naszych rozmowach nikt nam nie przeszkadzał. Lubiłam go, był dobrym człowiekiem.
- Rozmawiałaś z ojcem? - zagadnął, kiedy zrozumiał, że nie zamierzam odpowiadać na wcześniejsze pytanie.
- Próbowałam, ale nie odpowiada - mruknęłam cicho, kiwając przy tym delikatnie głową, nadal śledząc wzrokiem rzeźby ozdabiające ołtarz.
- A może po prostu to ty nie chcesz, by odpowiedział? - zanim te słowa padły z jego ust w kaplicy zapadło dłuższe milczenie. Skrzywiłam się delikatnie i ostatecznie odwróciłam głowę w jego kierunku.
- Sugeruje ksiądz, że nie staram się wystarczająco? - spojrzałam prosto w jego blade oczy, głęboko osadzone w czaszce, otoczone bruzdami, jakie tłumnie zdobiły twarz mężczyzny.
- A starasz się? - jego mina nie zelżała. Mierzyliśmy się tak wzrokiem, niczym wrogowie, którymi nie byliśmy, aż w końcu Patrick westchnął, a jego ramiona opadły nieco w dół. - Uciekłaś z domu ponad miesiąc temu, na pewno się martwi - zauważył.
Kącik moich ust uniósł się delikatnie. Pierwszy tydzień na Ziemi był najgorszy, było we mnie tak wiele wątpliwości i poczucia winy. Potrzebowałam kapłana, ale nie spowiednika. Zaznaczyłam to na początku, gdy mnie tu znalazł i zapytał, czego szukam. Rozmowy. Po prostu rozmowy. Mógł mnie wyrzucić, ale nie zrobił tego. Czułam, że chciał, abym powiedziała wszystko, ale nie nalegał. Nie mogłam powiedzieć wszystkiego, wówczas wziąłby mnie za wariatkę, albo co gorsza... uwierzyłby mi. Wiedział jedynie, że uciekłam z domu, od ojca, ale nie, że do mego ojca każdego dnia się modli, a rozmawiając ze mną, radząc mi, tak naprawdę udziela porad aniołowi. Nade wszystko przerażała mnie myśl, że byłby zły, znając prawdę. W końcu co to za anioł, co ucieka od Boga? Być może nazwałby mnie demonem, ale tym nie byłam... coś pomiędzy, zawieszone. Nie zrozumiałby, dlatego nie mogłam mu nic więcej zdradzić.
- Wątpię, aby się martwił. Jest bardzo zajęty - uniosłam się lekko z twardej, drewnianej ławki, następnie sięgnęłam po skórzane rękawiczki, które zaraz zaczęłam zakładać.
Lubiłam w kapłanie to, że nie odpowiadał pochopnie. Zawsze zdawał się myśleć nad tym, co powiedzieć, a to dawało poczucie, że jego porady są indywidualne. Kiedy zaś nie widział sensu ciągnięcia jednego tematu, nie robił tego na siłę. Klasnął w dłonie i sam podniósł się do pionu, aby mnie odprowadzić przed kościół.
- Mam nadzieję, że mimo mojego narzekania, odnalazłaś tu dziś to, czego szukałaś - ruszyliśmy wspólnie w stronę podwójnego wyjścia.
- Obawiam się, że to czego szukam, nie znajduje się w kościele - mruknęłam pod nosem, co zainteresowało mężczyznę na tyle, aby przystanął na moment. Blade oczy przez chwilę wydawały się ostre, jak brzytwa. To sprawiło, że uśmiechnęłam się przepraszająco, unosząc delikatnie dłoń, jakby chcąc mu powiedzieć, że nie musi się martwić.
- Jest ktoś, kogo chciałabym znaleźć - wyjaśniłam przechodząc na stopnie przed świątynią, pod którymi stał mój motor.
- Rozumiem. Będę się modlić o to, by ci się udało. Oby Bóg miał cię w opiece - skinął mi na pożegnanie, gdy miarowo zbiegałam po schodkach. Zrobiłam to samo. Wolałabym jednak, aby Bóg przymknął na mnie oczy, ale tego nie powiedziałam. Za bardzo ceniłam przyjaźń tego człowieka.
Założyłam kask na głowę i pomachałam mu jeszcze, a potem warknięcie maszyny przerwało błogą ciszę i nic już nie powstrzymywało mnie przed pędzeniem przez miasto.
Uwielbiałam motory, pokochałam je jeszcze oglądając ludzi z Nieba, przyglądając się im, a potem, będąc na Ziemi jedynie pogłębiłam to uczucie. Tak bliskie lataniu, może nie oddawało go idealnie, ale wystarczając, bym czuła się dobrze. Teraz jednak, to nie moja fascynacja przywiodła mnie w to miejsce, poza miastem, drogom przez las, aż nie wyjechałam na wielki plac, gdzie niemalże wrzało. Dookoła były tuziny maszyn takich, jak moje, podobnych, bądź całkiem innych. Zewsząd docierały warknięcia silników, zapach jedzenia z licznych food trucków, czy głosy nieco zniekształcone przez megafony.
Mój pierwszy zlot motocyklowy, o którym dowiedziałam się w pracy. Jako barmanka miałam do czynienia z pijanymi ludźmi, którym rozwiązywał się język. Wyścigi, jakie miały odbyć się tej nocy do legalnych nie należały, dlatego było ryzyko, że jestem tutaj na marne. To były z dwa tygodnie temu? Chyba tak... wracałam z pracy, późno, na skrzyżowaniu mijając innego motocyklistę, jakich w trakcie dnia mija się miliony, a jednak... coś w jego aurze... nawet teraz musiałam przystanąć, kiedy o tym myślałam. To nie dawało mi spokoju, jakaś uporczywa myśl kazała mi to sprawdzić. Mogłam właśnie sama pakować się w tarapaty, jeśli to ktoś z Nieba wysłany, aby mnie znaleźć. Dlatego się powstrzymywałam, odsuwałam od siebie nienaturalną potrzebę, jednak ta wzięła nade mną górę. Najwyżej ucieknę. Dam radę. Wmawiałam sobie to całą drogę, poza tym... czy istniała szansa, że ten ktoś, kimkolwiek był, zjawi się tutaj? Raczej marna.
Zaparkowałam motor na wylocie, ignorując gwizdy, jakie rozległy się po tym, jak ściągnęłam kask. Niedługo świeciłam twarzą i włosami. Skryłam je pod kapturem, przy okazji usta zasłaniając czarną chustą, jaką miałam na szyi. Nie chciałam się wyróżniać, to wydawało mi się odpowiednie, więc w takim wydaniu zaczęłam się przedzierać przez tłum, w stronę miejsca startu. Tam postanowiłam zacząć, a przy okazji pokazać, czy ci ludzie dorastają moim umiejętnością do pięt. Być może nauczyć się czegoś, różnica między nami była taka, że ja nie miałam niczego do stracenia. Przynajmniej póki co.
