Gdyby ktoś mnie
zapytał – choć tego nie robił nikt, nawet Leraje – dlaczego nie lubię Ziemi, natychmiast
znalazłbym milion odpowiedzi, powodów, u których źródła leżały logiczne
argumenty. Ten świat był zepsuty i wypełniony istotami, które nie zasłużyły na
życie, jakie wiodły. Na zaufanie, jakim darzył je Ojciec. Powoli zatruwając
każdy zakamarek planety, szerzyli terror i okrucieństwo, w którym tak bardzo
byli podobni do nas, niemal dorównując upadłym aniołom lubującym się w chaosie
i cierpieniu.
A dlaczego kocham
to miejsce? Byłem jednym z bardzo wąskiej grupy diabłów, która pojawiała się na
ziemi tak regularnie, niemal chętnie. Z resztą z tym pytaniem spotykałem się w
zaświatach o wiele częściej, kiedy kolejno spotykane demony z kpiąco
uniesionymi brwiami i kącikami ust w półuśmiechu stawiały mnie przed
możliwością odpowiedzi na nie. Dlaczego znów tam wracasz? Tutaj masz legiony
demonów, tu jesteś istotą, którą przeznaczono ci być, z mocą nieograniczoną
ziemską atmosferą, ze skrzydłami, na których możesz wznieść się wyżej, niż
ludzie kiedykolwiek latali. Zawsze mówili, że jesteśmy przeznaczeni do życia
tam, gdzie nie ma materialności w ludzkim sensie jej pojmowania. Że zsyłanie na
Ziemię jest raczej karą. Że dziwią mi się.
W końcu jednak
każdy z nich przestawał. Jedni zdegustowani, inni zrezygnowani, jeszcze inni
przyzwyczajali się do tego stanu rzeczy i wzruszali ramionami. Na przeciągu
stuleci przestawali się dziwić. I pytać.
Nikt z nich nie
potrafił zrozumieć tak jak ja zrozumiałem, że to właśnie tutaj, na Ziemi,
ludzie mieli najwięcej do stracenia. A ja uwielbiałem odbierać im wszystko,
kawałek po kawałku wyszarpując zdrowie, majątek, a na końcu ten największy dar jaki
otrzymali od Ojca, który odwrócił się od swoich własnych dzieci; ode mnie.
Życie. Demony nie rozumiały, że wszystko co mogli im zrobić w zaświatach wciąż
było niczym przy możliwości zduszenia ich światła, zgniecenia i roztarcia w pył
tutaj, gdzie ich ciała wciąż były materialnymi organizmami, a w nich płynęło
wraz z krwią życie.
— Dlaczego?
Szept przecinający ciszę
w pokoju tonącym w półmroku wyrwał mnie z rozmyślań. Zdałem sobie sprawę, że
długo się nie ruszałem, zastygły w bezruchu i ze szklanką whisky w dłoni,
której łokieć opierał się na obiciu miękkiego, zdezelowanego fotela.
Więc teraz znów
mnie o to pytano. Człowiek skulony w kącie nie ruszał się, przypuszczalnie nie
miał już na to siły.
— Często mnie o to
pytają — odpowiedziałem z namysłem, nie odwracając wzroku, a ten wbity był
gdzieś w przestrzeń na granicy sufitu i ściany tuż nad niewielkim oknem z
zasuniętymi kotarami. — To jest dobre pytanie, niestety w tym wypadku odpowiedź
jest zbyt prosta. To moja praca. — Uśmiechnąłem się lekko, ale człowiek nie mógł
tego dostrzec w ciemności.
— Jesteś diabłem?
Lubiłem bawić się
przed ostatecznym ciosem. To było jak gra wstępna przed seksem, czasem sprawiała
więcej radości niż sam akt. Torturować, rozmawiać, bawić się, gonić i słuchać
błagań a tych, och, zwykle nie było końca. Tym razem zostałem miło zaskoczony
ich brakiem i dlatego to wciąż jeszcze trwało – delektowałem się chwilą. Zsunąłem
spojrzenie niżej, na poplamioną krwią ścianę w finezyjnym rozbryzgu. A potem na
ciało mężczyzny leżącego na wznak, z mętnymi oczami uciekającymi w górę i
uchylonymi ustami, z których już nie unosił się oddech. Cierpki, ciężki zapach
krwi wgryzał się w nozdrza.
Czasem lubiłem też
filozofować. Przeniosłem wreszcie spojrzenie na nagą kobietę w kącie pokoju, a
ta zatrzęsła się i zapłakała cicho. Właściwie zawyła, bo jej oczy, przekrwione
od płaczu i krzyków, teraz pozostawały już suche. I puste. Nadal jednak nie
błagała.
— Wiesz dlaczego? —
podjąłem, nie odpowiadając na jej pytanie.
Podniosłem się
nagle z miejsca i z hukiem odstawiłem szklankę z trunkiem na chwiejny stolik.
Kobieta zamarła, uniknęła, wbiła we mnie spojrzenie, w którym nie było już
człowieczeństwa. A więc i to jej odebrałem. Wbiłem wzrok w jej klatkę
piersiową, musnąłem nim drobne piersi umazane krwią.
— Bo lubię. I mogę.
Po tym słowie jej
serce eksplodowało w klatce piersiowej, a ona nie wydała przy tym nawet jęku.
Niestety, oni też o
niczym nie wiedzieli. Mogłem mieć pewność, że nie byli świadomi istnienia
zabłąkanej duszy, skoro sam ich przesłuchiwałem – kiedy ja to robiłem, nikt nie
kłamał, nigdy. Wobec tego cała zabawa na marne, a ja znów znalazłem w punkcie
wyjścia, czyli z wielkim, kurewskim niczym. Nie pomagała dręcząca świadomość
miniętej wtedy na ulicy osoby, której istnienie wciąż wbijało się niczym cierń
między inne myśli. Może ten ktoś na motocyklu wiedział. Cholera, musiał być
powiązany, a ja pozwoliłem mu zniknąć! Krew mnie zalewała na samo wspomnienie.
Myślałem, patrząc w
lustro, przed którym myłem ręce do łokci brudne w krwi. Skrupulatnie, centymetr
po centymetrze, nie spiesząc się. Wiedziałem, że minie jeszcze przynajmniej
kilka godzin, zanim ktokolwiek odnajdzie oba ciała w niewielkim salonie. Mimo
mieszkania w bloku, ludzie gówno o sobie nawzajem wiedzieli, więc pierwsza
zobaczy ich najpewniej córka wracająca z pracy. Za kilka godzin.
Kiedy skończyłem,
poprawiłem ubranie i jeszcze raz krytycznie przyjrzałem się swojemu odbiciu
lustrzanemu. A potem z cichym stukiem butów na posadzce przeszedłem przez
salon, omijając szkarłatne plamy i nie zostawiając niczego, co mogłoby wskazać
na dorosłego mężczyznę jako na sprawcę. Korytarz był pusty, słychać było tylko
szum telewizorów zza mijanych przeze mnie drzwi. Wyszedłem niespiesznym krokiem
na zewnątrz, gdzie zaciągnąłem się czystym, chłodnym już o tej porze powietrzem
jako przyjemną odmianą po zapachu krwi i śmierci.
Po pracy nadchodził
czas na rozrywkę. Postanowiłem, że nie będę już niczego szukał tej nocy. Miałem
ochotę na adrenalinę, pęd powietrza targający włosami, wytrawny mocny alkohol, seksowną
kobietę i dobry seks. A to znaczyło, że musiałem udać się w jedno miejsce,
które ostatnimi czasy tak często odwiedzałem. Tylko tam udawało się zaliczyć to
wszystko za jednym zamachem.
Dojechałem do
samego centrum zgromadzenia, mijając pijane nastolatki, które z pewnością nie
powinny były znajdować się poza domem o tej porze, już nie mówiąc o stanie w
jakim się znajdowały, a także bardziej i mniej zachwycające pojazdy połyskujące
w sztucznym świetle wielkich reflektorów. Znajdowaliśmy się tak daleko od
miasta, że nikt nieproszony nie wiedział o tym miejscu. Ktoś z góry, kto
zarabiał poważne pieniądze na zakładach poszedł na układ z policją, tym samym dając
piękny przykład korupcji żrącej to miasto od środka, rozprzestrzeniającą w
każdą stronę niczym pasożyt. W każdym razie, ważne było tylko to, że nikt się
nie wpierdoli w moją rozrywkę.
Wyłączyłem silnik i
zszedłem z czarnej, potężnej maszyny wciąż rozgrzanej po jeździe. Najpierw
musiałem się rozejrzeć. Czułem jednak, że sam pobyt tutaj wpływa na mnie
kojąco, rozluźniająco. Właśnie nawiązałem kontakt wzrokowy z uśmiechającą się
do mnie wyzywająco dziewczyną w spodenkach jeansowych odsłaniających pośladki i
krótkim topie, z butami na niebotycznie wysokich koturnach... kiedy znów coś
poczułem.
Jak mocne
szarpnięcie za sznur przymocowany do wnętrzności. Odwróciłem się gwałtownie na
pięcie, nie mogąc zobaczyć zawodu na twarzy dziewczyny. Rozluźnienie gdzieś się
rozproszyło. Zostałem skupiony i czujny i z tym właśnie ruszyłem przed siebie,
przepychając się brutalnie i nie zważając na protesty. Gdzieś tutaj był ktoś,
kogo musiałem poznać. Adrenalina natychmiast wystrzeliła do żył i wyjątkowo
tego wieczory nie potrzebowałem do tego udziału w nielegalnych zawodach.
Przepchnąłem się
koło jakiejś zakapturzonej postaci, jednej z miliona, które nieudolnie starały
się zachować jakąś anonimowość.
— Kurwa mać —
warknąłem tylko, zirytowany.
Dopiero po ułamku
sekundy zrozumiałem, co się stało. Na moment po tym, kiedy się dotknęliśmy,
choć już staliśmy w pewnej odległości od siebie. Zatrzymałem się. Serce waliło
mi w klatce piersiowej. Szur szarpał mocniej, a skóra paliła w miejscu, w
którym dotknąłem tej zakapturzonej postaci.
Na mojej twarzy
powoli wykwitł uśmiech, który nie zwiastował niczego dobrego. To były urywki
sekund, kiedy czekałem aż druga osoba też się zorientuje. Kiedy czekałem na
reakcję; zacznie uciekać czy podniesie brodę? Obie opcje wydawały się cholernie
kuszące.
