sobota, 11 sierpnia 2018

II



Gdyby ktoś mnie zapytał – choć tego nie robił nikt, nawet Leraje – dlaczego nie lubię Ziemi, natychmiast znalazłbym milion odpowiedzi, powodów, u których źródła leżały logiczne argumenty. Ten świat był zepsuty i wypełniony istotami, które nie zasłużyły na życie, jakie wiodły. Na zaufanie, jakim darzył je Ojciec. Powoli zatruwając każdy zakamarek planety, szerzyli terror i okrucieństwo, w którym tak bardzo byli podobni do nas, niemal dorównując upadłym aniołom lubującym się w chaosie i cierpieniu.
A dlaczego kocham to miejsce? Byłem jednym z bardzo wąskiej grupy diabłów, która pojawiała się na ziemi tak regularnie, niemal chętnie. Z resztą z tym pytaniem spotykałem się w zaświatach o wiele częściej, kiedy kolejno spotykane demony z kpiąco uniesionymi brwiami i kącikami ust w półuśmiechu stawiały mnie przed możliwością odpowiedzi na nie. Dlaczego znów tam wracasz? Tutaj masz legiony demonów, tu jesteś istotą, którą przeznaczono ci być, z mocą nieograniczoną ziemską atmosferą, ze skrzydłami, na których możesz wznieść się wyżej, niż ludzie kiedykolwiek latali. Zawsze mówili, że jesteśmy przeznaczeni do życia tam, gdzie nie ma materialności w ludzkim sensie jej pojmowania. Że zsyłanie na Ziemię jest raczej karą. Że dziwią mi się.
W końcu jednak każdy z nich przestawał. Jedni zdegustowani, inni zrezygnowani, jeszcze inni przyzwyczajali się do tego stanu rzeczy i wzruszali ramionami. Na przeciągu stuleci przestawali się dziwić. I pytać.
Nikt z nich nie potrafił zrozumieć tak jak ja zrozumiałem, że to właśnie tutaj, na Ziemi, ludzie mieli najwięcej do stracenia. A ja uwielbiałem odbierać im wszystko, kawałek po kawałku wyszarpując zdrowie, majątek, a na końcu ten największy dar jaki otrzymali od Ojca, który odwrócił się od swoich własnych dzieci; ode mnie. Życie. Demony nie rozumiały, że wszystko co mogli im zrobić w zaświatach wciąż było niczym przy możliwości zduszenia ich światła, zgniecenia i roztarcia w pył tutaj, gdzie ich ciała wciąż były materialnymi organizmami, a w nich płynęło wraz z krwią życie.
— Dlaczego?
Szept przecinający ciszę w pokoju tonącym w półmroku wyrwał mnie z rozmyślań. Zdałem sobie sprawę, że długo się nie ruszałem, zastygły w bezruchu i ze szklanką whisky w dłoni, której łokieć opierał się na obiciu miękkiego, zdezelowanego fotela.
Więc teraz znów mnie o to pytano. Człowiek skulony w kącie nie ruszał się, przypuszczalnie nie miał już na to siły.
— Często mnie o to pytają — odpowiedziałem z namysłem, nie odwracając wzroku, a ten wbity był gdzieś w przestrzeń na granicy sufitu i ściany tuż nad niewielkim oknem z zasuniętymi kotarami. — To jest dobre pytanie, niestety w tym wypadku odpowiedź jest zbyt prosta. To moja praca. — Uśmiechnąłem się lekko, ale człowiek nie mógł tego dostrzec w ciemności.
— Jesteś diabłem?
Lubiłem bawić się przed ostatecznym ciosem. To było jak gra wstępna przed seksem, czasem sprawiała więcej radości niż sam akt. Torturować, rozmawiać, bawić się, gonić i słuchać błagań a tych, och, zwykle nie było końca. Tym razem zostałem miło zaskoczony ich brakiem i dlatego to wciąż jeszcze trwało – delektowałem się chwilą. Zsunąłem spojrzenie niżej, na poplamioną krwią ścianę w finezyjnym rozbryzgu. A potem na ciało mężczyzny leżącego na wznak, z mętnymi oczami uciekającymi w górę i uchylonymi ustami, z których już nie unosił się oddech. Cierpki, ciężki zapach krwi wgryzał się w nozdrza.
Czasem lubiłem też filozofować. Przeniosłem wreszcie spojrzenie na nagą kobietę w kącie pokoju, a ta zatrzęsła się i zapłakała cicho. Właściwie zawyła, bo jej oczy, przekrwione od płaczu i krzyków, teraz pozostawały już suche. I puste. Nadal jednak nie błagała.
— Wiesz dlaczego? — podjąłem, nie odpowiadając na jej pytanie.
Podniosłem się nagle z miejsca i z hukiem odstawiłem szklankę z trunkiem na chwiejny stolik. Kobieta zamarła, uniknęła, wbiła we mnie spojrzenie, w którym nie było już człowieczeństwa. A więc i to jej odebrałem. Wbiłem wzrok w jej klatkę piersiową, musnąłem nim drobne piersi umazane krwią.
— Bo lubię. I mogę.
Po tym słowie jej serce eksplodowało w klatce piersiowej, a ona nie wydała przy tym nawet jęku.
Niestety, oni też o niczym nie wiedzieli. Mogłem mieć pewność, że nie byli świadomi istnienia zabłąkanej duszy, skoro sam ich przesłuchiwałem – kiedy ja to robiłem, nikt nie kłamał, nigdy. Wobec tego cała zabawa na marne, a ja znów znalazłem w punkcie wyjścia, czyli z wielkim, kurewskim niczym. Nie pomagała dręcząca świadomość miniętej wtedy na ulicy osoby, której istnienie wciąż wbijało się niczym cierń między inne myśli. Może ten ktoś na motocyklu wiedział. Cholera, musiał być powiązany, a ja pozwoliłem mu zniknąć! Krew mnie zalewała na samo wspomnienie.
Myślałem, patrząc w lustro, przed którym myłem ręce do łokci brudne w krwi. Skrupulatnie, centymetr po centymetrze, nie spiesząc się. Wiedziałem, że minie jeszcze przynajmniej kilka godzin, zanim ktokolwiek odnajdzie oba ciała w niewielkim salonie. Mimo mieszkania w bloku, ludzie gówno o sobie nawzajem wiedzieli, więc pierwsza zobaczy ich najpewniej córka wracająca z pracy. Za kilka godzin.
Kiedy skończyłem, poprawiłem ubranie i jeszcze raz krytycznie przyjrzałem się swojemu odbiciu lustrzanemu. A potem z cichym stukiem butów na posadzce przeszedłem przez salon, omijając szkarłatne plamy i nie zostawiając niczego, co mogłoby wskazać na dorosłego mężczyznę jako na sprawcę. Korytarz był pusty, słychać było tylko szum telewizorów zza mijanych przeze mnie drzwi. Wyszedłem niespiesznym krokiem na zewnątrz, gdzie zaciągnąłem się czystym, chłodnym już o tej porze powietrzem jako przyjemną odmianą po zapachu krwi i śmierci.
Po pracy nadchodził czas na rozrywkę. Postanowiłem, że nie będę już niczego szukał tej nocy. Miałem ochotę na adrenalinę, pęd powietrza targający włosami, wytrawny mocny alkohol, seksowną kobietę i dobry seks. A to znaczyło, że musiałem udać się w jedno miejsce, które ostatnimi czasy tak często odwiedzałem. Tylko tam udawało się zaliczyć to wszystko za jednym zamachem.
Dojechałem do samego centrum zgromadzenia, mijając pijane nastolatki, które z pewnością nie powinny były znajdować się poza domem o tej porze, już nie mówiąc o stanie w jakim się znajdowały, a także bardziej i mniej zachwycające pojazdy połyskujące w sztucznym świetle wielkich reflektorów. Znajdowaliśmy się tak daleko od miasta, że nikt nieproszony nie wiedział o tym miejscu. Ktoś z góry, kto zarabiał poważne pieniądze na zakładach poszedł na układ z policją, tym samym dając piękny przykład korupcji żrącej to miasto od środka, rozprzestrzeniającą w każdą stronę niczym pasożyt. W każdym razie, ważne było tylko to, że nikt się nie wpierdoli w moją rozrywkę.
Wyłączyłem silnik i zszedłem z czarnej, potężnej maszyny wciąż rozgrzanej po jeździe. Najpierw musiałem się rozejrzeć. Czułem jednak, że sam pobyt tutaj wpływa na mnie kojąco, rozluźniająco. Właśnie nawiązałem kontakt wzrokowy z uśmiechającą się do mnie wyzywająco dziewczyną w spodenkach jeansowych odsłaniających pośladki i krótkim topie, z butami na niebotycznie wysokich koturnach... kiedy znów coś poczułem.
Jak mocne szarpnięcie za sznur przymocowany do wnętrzności. Odwróciłem się gwałtownie na pięcie, nie mogąc zobaczyć zawodu na twarzy dziewczyny. Rozluźnienie gdzieś się rozproszyło. Zostałem skupiony i czujny i z tym właśnie ruszyłem przed siebie, przepychając się brutalnie i nie zważając na protesty. Gdzieś tutaj był ktoś, kogo musiałem poznać. Adrenalina natychmiast wystrzeliła do żył i wyjątkowo tego wieczory nie potrzebowałem do tego udziału w nielegalnych zawodach.
Przepchnąłem się koło jakiejś zakapturzonej postaci, jednej z miliona, które nieudolnie starały się zachować jakąś anonimowość.
— Kurwa mać — warknąłem tylko, zirytowany.
Dopiero po ułamku sekundy zrozumiałem, co się stało. Na moment po tym, kiedy się dotknęliśmy, choć już staliśmy w pewnej odległości od siebie. Zatrzymałem się. Serce waliło mi w klatce piersiowej. Szur szarpał mocniej, a skóra paliła w miejscu, w którym dotknąłem tej zakapturzonej postaci.
Na mojej twarzy powoli wykwitł uśmiech, który nie zwiastował niczego dobrego. To były urywki sekund, kiedy czekałem aż druga osoba też się zorientuje. Kiedy czekałem na reakcję; zacznie uciekać czy podniesie brodę? Obie opcje wydawały się cholernie kuszące.
@GT - Tyler