Uśmiechnąłem się
znacząco i niezbyt grzecznie, kiedy do moich uszu dotarło słowo „przyjaciel”. W
związku z tym, jak i dlatego że barmanka właśnie postawiła przede mną zamówionego
drinka, skierowałem w jej stronę nieco dłuższe spojrzenie. Takie, które nie
mogło wydać się przypadkowe. Zamierzałem jednak zostawić je tak, nienazwanie,
niesprecyzowane, nie do końca określone; lubiłem otaczać się aurą tajemniczości
tym bardziej, kiedy znajdowałem się w ciekawym towarzystwie. A tym mianem
mogłem określić osobę Lany.
Reszta rozmyła się
pod naciskiem wrażenia wywracającego na moment świat do góry nogami, kiedy
kobieta mimochodem złapała moje ramię. Zacisnąłem zęby tak mocno, że szczęka
zarysowała się wyraźnie w przygaszonym, górnym świetle. Przez chwilę neony
zdawały się świecić tak oślepiająco jasno, a wszystko stało się oczywiste tylko
po to, żeby zostawić po sobie nawet większą niewiadomą, pulsującą z tyłu głowy
świadomość, że jestem tak blisko. Jakby coś tam tkwiło, czaiło się gdzieś pod
maską z cienkiego materiału, którego nie da się podrzeć nawet przy pomocy
demoniej siły. Mogłem dotknąć kształtu, ale to nie powodowało, że potrafiłem
sobie cokolwiek przypomnieć. Irytujące jak cholera.
Podniosłem się z
miejsca i ruszyłem za dziewczyną, z rękami w kieszeniach spodni i spojrzeniem
wbitym między jej łopatkami, na które gęstą, złocistą kaskadą opadały blond
włosy. Kiedy dotarliśmy do celu, pobieżnym spojrzeniem jeszcze raz obrzuciłem
salę i usiadłem obok kobiety. Zamierzając teraz wreszcie skupić się na
przyjemniejszej części zadania – piciu i flirtowaniu tak, żeby nie zdawała
sobie nawet sprawy, kiedy uzna, że zajebisty ze mnie demon.
— Zakładam, że
postawili mnie w roli tajemniczego kochanka? — odpowiedziałem pytaniem, na
które nawet nie oczekiwałem odpowiedzi. Zachowanie barmanki było dość oczywiste
jak na mój gust. — Ludzie tak łatwo i tak szybko przypisują wyjątkowym zdarzeniom
pospolite nazwy — westchnąłem teatralnie, sięgając po swojego drinka, kiedy
Lana podniosła szkło jak do toastu.
Miałem nadzieję, że atmosfera
się nie oziębi, a tymczasem kobieta sama zachowywała się, jakby ją chciała
podgrzać. W jakiś sposób okropnie mnie to satysfakcjonowało. Pozwalało sądzić
chociaż przez moment, że to tylko zabawa. Z resztą przecież nigdy aż tak nie
obchodziły mnie konsekwencje – chodziłem po Ziemi, żeby żywić się przerażeniem
i śmiercią. I po to, żeby żyć swoim życiem, takim, na które wpływ mogłem mieć
tylko ja. Wszystkie upadłe anioły tego pragnęły a tak niewiele naprawdę mogła
tego zasmakować. Mimo całej mojej nonszalancji, ja również nie miałem takiej
swobody.
Ale w tej chwili był
alkohol, seksowna kobieta i zabawa, która już dostarczyła mi tyle rozrywki, a
która przecież dopiero się zaczynała.
— Wyobrażam sobie, że
mogą być bardzo przyjemne — odpowiedziałem swobodnie, spoglądając na Lanę tylko
kątem oka, po czym pociągnąłem łyk whisky.
Zdawało się, że tak
ciężko upić Upadłego, a tymczasem już przy trzecim drinku czuję ten rodzaj
ekscytującego podenerwowania. Chociaż, cóż, może to nie kwestia zawartości
alkoholu. Przez chwilę patrzyłem, jak kobieta przystawia szklankę do ust, z
zainteresowaniem obserwowałem delikatny ruch grdyki przy przełykaniu trunku,
mrużenie oczu, wszystkie te drobne gesty, które składały się w bardzo spójną i ciekawą całość. O to chodziło, prawda? O
ciekawość.
— A nawet jeśli
konsekwencje będą okropne, to i tak niewielka cena za przyjemność, której już
doświadczyłem — zawiesiłem na moment głos, czując jak uśmiech znów wciska mi
się na usta. — Nie zrozum mnie źle, tandetne komplementy to nie moja działka. Rzadko
spotykam na Ziemi kogoś tak godnego uwagi, jak ty. Nawet jeśli chodzi o niezbyt
miły początek znajomości — prychnąłem, odstawiając szklankę na stół. Wolno
pokręciłem głową. — Zwłaszcza, jeśli o to chodzi.
Podniosłem wzrok, ale
dla odmiany powiodłem nim gdzieś w dal, po sali. Wcale nie przypadkowo w stronę
orkiestry, nieco na lewo i trochę z tyłu. Leraje też patrzył prosto na mnie.
Może czuł tak jak ja to coś, co szarpało jestestwem, a może nie. Mimo dobrego
wzroku, siedział za daleko, a aktorstwo i pokerową twarz miał wyćwiczoną tak
dobrze, że nawet mniejszy dystans na nic by się nie zdał. Wtedy przed oczami
mignęła mi inna twarz; ładnej brunetki o nieco zbyt wąskich wargach, które nie
komponowały się z resztą pięknej twarzy i wyglądały na doklejone.
Teraz. Poczułem
niemal boleśnie, jak serce zabiło mi szybciej, kiedy do krwi wlała się
adrenalina w naprawdę potężnej dawce. Gwałtownie odwróciłem głowę i wbiłem
spojrzenie w najpewniej niczego nieświadomą Lanę. Oczy mogły zdradzać
podenerwowanie, choć starałem się zachować kamienną powagę.
— Pocałuj mnie. Naturalnie,
jakbyś to robiła od zawsze — zawiesiłem głos, pozwalając jej zrozumieć swoją
prośbę. A może raczej rozkaz. — Albo lepiej tak, jakbyś była na mnie cholernie
napalona. Szybko — ponagliłem, kiedy cisza przedłużyła się jeszcze o kilka
ulotnych sekund.
Dawno kontakt
wzrokowy nie palił mnie gdzieś wewnątrz tak, jak w tej chwili.
