wtorek, 28 sierpnia 2018

XX



Uśmiechnąłem się znacząco i niezbyt grzecznie, kiedy do moich uszu dotarło słowo „przyjaciel”. W związku z tym, jak i dlatego że barmanka właśnie postawiła przede mną zamówionego drinka, skierowałem w jej stronę nieco dłuższe spojrzenie. Takie, które nie mogło wydać się przypadkowe. Zamierzałem jednak zostawić je tak, nienazwanie, niesprecyzowane, nie do końca określone; lubiłem otaczać się aurą tajemniczości tym bardziej, kiedy znajdowałem się w ciekawym towarzystwie. A tym mianem mogłem określić osobę Lany.
Reszta rozmyła się pod naciskiem wrażenia wywracającego na moment świat do góry nogami, kiedy kobieta mimochodem złapała moje ramię. Zacisnąłem zęby tak mocno, że szczęka zarysowała się wyraźnie w przygaszonym, górnym świetle. Przez chwilę neony zdawały się świecić tak oślepiająco jasno, a wszystko stało się oczywiste tylko po to, żeby zostawić po sobie nawet większą niewiadomą, pulsującą z tyłu głowy świadomość, że jestem tak blisko. Jakby coś tam tkwiło, czaiło się gdzieś pod maską z cienkiego materiału, którego nie da się podrzeć nawet przy pomocy demoniej siły. Mogłem dotknąć kształtu, ale to nie powodowało, że potrafiłem sobie cokolwiek przypomnieć. Irytujące jak cholera.
Podniosłem się z miejsca i ruszyłem za dziewczyną, z rękami w kieszeniach spodni i spojrzeniem wbitym między jej łopatkami, na które gęstą, złocistą kaskadą opadały blond włosy. Kiedy dotarliśmy do celu, pobieżnym spojrzeniem jeszcze raz obrzuciłem salę i usiadłem obok kobiety. Zamierzając teraz wreszcie skupić się na przyjemniejszej części zadania – piciu i flirtowaniu tak, żeby nie zdawała sobie nawet sprawy, kiedy uzna, że zajebisty ze mnie demon.
— Zakładam, że postawili mnie w roli tajemniczego kochanka? — odpowiedziałem pytaniem, na które nawet nie oczekiwałem odpowiedzi. Zachowanie barmanki było dość oczywiste jak na mój gust. — Ludzie tak łatwo i tak szybko przypisują wyjątkowym zdarzeniom pospolite nazwy — westchnąłem teatralnie, sięgając po swojego drinka, kiedy Lana podniosła szkło jak do toastu.
Miałem nadzieję, że atmosfera się nie oziębi, a tymczasem kobieta sama zachowywała się, jakby ją chciała podgrzać. W jakiś sposób okropnie mnie to satysfakcjonowało. Pozwalało sądzić chociaż przez moment, że to tylko zabawa. Z resztą przecież nigdy aż tak nie obchodziły mnie konsekwencje – chodziłem po Ziemi, żeby żywić się przerażeniem i śmiercią. I po to, żeby żyć swoim życiem, takim, na które wpływ mogłem mieć tylko ja. Wszystkie upadłe anioły tego pragnęły a tak niewiele naprawdę mogła tego zasmakować. Mimo całej mojej nonszalancji, ja również nie miałem takiej swobody.
Ale w tej chwili był alkohol, seksowna kobieta i zabawa, która już dostarczyła mi tyle rozrywki, a która przecież dopiero się zaczynała.
— Wyobrażam sobie, że mogą być bardzo przyjemne — odpowiedziałem swobodnie, spoglądając na Lanę tylko kątem oka, po czym pociągnąłem łyk whisky.
Zdawało się, że tak ciężko upić Upadłego, a tymczasem już przy trzecim drinku czuję ten rodzaj ekscytującego podenerwowania. Chociaż, cóż, może to nie kwestia zawartości alkoholu. Przez chwilę patrzyłem, jak kobieta przystawia szklankę do ust, z zainteresowaniem obserwowałem delikatny ruch grdyki przy przełykaniu trunku, mrużenie oczu, wszystkie te drobne gesty, które składały się w bardzo spójną i ciekawą całość. O to chodziło, prawda? O ciekawość.
— A nawet jeśli konsekwencje będą okropne, to i tak niewielka cena za przyjemność, której już doświadczyłem — zawiesiłem na moment głos, czując jak uśmiech znów wciska mi się na usta. — Nie zrozum mnie źle, tandetne komplementy to nie moja działka. Rzadko spotykam na Ziemi kogoś tak godnego uwagi, jak ty. Nawet jeśli chodzi o niezbyt miły początek znajomości — prychnąłem, odstawiając szklankę na stół. Wolno pokręciłem głową. — Zwłaszcza, jeśli o to chodzi.
Podniosłem wzrok, ale dla odmiany powiodłem nim gdzieś w dal, po sali. Wcale nie przypadkowo w stronę orkiestry, nieco na lewo i trochę z tyłu. Leraje też patrzył prosto na mnie. Może czuł tak jak ja to coś, co szarpało jestestwem, a może nie. Mimo dobrego wzroku, siedział za daleko, a aktorstwo i pokerową twarz miał wyćwiczoną tak dobrze, że nawet mniejszy dystans na nic by się nie zdał. Wtedy przed oczami mignęła mi inna twarz; ładnej brunetki o nieco zbyt wąskich wargach, które nie komponowały się z resztą pięknej twarzy i wyglądały na doklejone.
Teraz. Poczułem niemal boleśnie, jak serce zabiło mi szybciej, kiedy do krwi wlała się adrenalina w naprawdę potężnej dawce. Gwałtownie odwróciłem głowę i wbiłem spojrzenie w najpewniej niczego nieświadomą Lanę. Oczy mogły zdradzać podenerwowanie, choć starałem się zachować kamienną powagę.
— Pocałuj mnie. Naturalnie, jakbyś to robiła od zawsze — zawiesiłem głos, pozwalając jej zrozumieć swoją prośbę. A może raczej rozkaz. — Albo lepiej tak, jakbyś była na mnie cholernie napalona. Szybko — ponagliłem, kiedy cisza przedłużyła się jeszcze o kilka ulotnych sekund.
Dawno kontakt wzrokowy nie palił mnie gdzieś wewnątrz tak, jak w tej chwili.

@GT - Tyler