Praca w barze była ciekawa, naprawdę cieszyło mnie to, że właśnie tutaj zarabiałam, bo chyba żadne inne miejsce tak szybko nie nauczyłoby mnie życia. Oczywiście stale popełniałam błędy, nie rozumiałam pewnych zachowań, czy sytuacji, ale w miejscach takich, jak to, kurs zachowań był znacznie przyspieszony, poza tym... mało kto mnie tutaj oceniał. Wszystko w pewnych granicach rozsądku było dozwolone, a co za tym idzie, także popełnianie błędów. Z każdej sytuacji dało się wyjść z twarzą, a jeden wieczór pozwalał na doświadczenie miliona przeróżnych sytuacji. Od tych miłych, po nieprzyjemne, a jednak mojego spotkania z Loganem Specterem nie potrafiłam zaszufladkować, zamknąć w znanych sobie schematach.
Chyba nie chodziło jedynie o to kim był, skąd pochodził. Nawet też myśl, że jest śmiertelnie niebezpieczny nie miała w tej chwili aż takiego znaczenia. To, co teraz było istotne, pochodziło ode mnie, nie od niego. Bo przecież, jak w zasadzie zauważyła Skylar i Dylan, to ja zachowywałam się inaczej, niż zwykle. Mogłam go traktować, jak normalnego klienta, albo wroga, bo po naszym wczorajszym spotkaniu chyba lepiej odnajdywał się w tej kategorii, niż gdybym miała patrzeć na niego, jak na swojego sprzymierzeńca. Mogłam też budować między nami mur, wyznaczyć granicę, dystansować się i odkreślać, że jedyne czego chcę, to wiedzieć kim jest i co robi na Ziemi. Nigdy nie było potrzeby, aby się do niego uśmiechać, tak, jak robiłam to teraz, aby pozwalać sobie na zagrywki słowne, czy teraz, spędzać z nim czas, dając do zrozumienia, że nie robię tego z każdym. Sprowadzało się to do prostej myśli, że oto, będąc tutaj przy nim, naprawdę sama tego chciałam, a atmosfera między nami nie była z góry narzucona, była naszym wyborem. Co najważniejsze, odpowiadała mi ona idealnie.
Uniosłam delikatnie brwi i w końcu mój wzrok porzucił zapoznawanie się z jego szyją, jak i ramionami, bez problemu odnajdując chłodne oczy. Czy mogłam już uznać, że i on czuje to dziwne przyciąganie, czy może była to jedynie zbieżność tematów?
Chciałam coś odpowiedzieć, ale ta kwestia dla mnie wydawała się dość istotna, więc przerwanie w postaci muzyki nieco zbiło mnie z tropu. W dodatku Logan postanowił postawić mi drinka, przez co odruchowo zmarszczyłam lekko nos. Zastanawiałam się czy to dobry pomysł, z przyczyn czysto logicznych. Z drugiej strony nie mogłam odmówić, a jeszcze inna sprawa była taka, że chyba zwyczajnie nie chciałam.
Odwróciłam wzrok w stronę baru, kiedy on już zamówił, a ja jeszcze nieco zaskoczona wodziłam wzrokiem po butelkach, skutecznie omijając Sky, bo ona tylko czekała, aby posłać w moją stronę spojrzenie na jakie teraz gotowa nie byłam. Niestety dziewczyna nie należała do osób cichych i zaraz przybliżyła się do nas nieco bardziej, kiedy robiła już drinka dla mojego towarzysza.
- Złotko pije tylko słodkie drinki. Myśli, że jak nie czuć w nich alkoholu, to każdy się nabierze, że to tylko soczek - rzuciła, chyba bardziej do Logana, niż do mnie, chociaż ten nie poświęcał jej szczególnie dużo uwagi. Ja natomiast przekręciłam oczami.
- Dziękujemy za informacje, może w takim razie zrobisz jakiegoś słodkiego drinka? - uśmiechnęłam się do niej słodko, a moje oczy jawnie dawały jej do zrozumienia, żeby już sobie darowała dalsze żarciki, na co ona zaśmiała się tylko głośno.
- No już, już, od kiedy się tak niecierpliwisz w sprawach alkoholu? Twój przyjaciel powinien częściej nas odwiedzać - teraz to spojrzała na Logana, kładąc przed nim jego drinka, a zaraz zabrała się za przyrządzanie mojego i naprawdę miałam ochotę czymś w nią rzucić, kiedy zauważyłam, jak na swoją korzyść przekłamuje proporcje. Chociaż akurat w tym temacie raczej żaden inny klient by nie narzekał, ja zmierzyłam ją groźnym spojrzeniem, gdy Logan płacił, a ja pociągnęłam łyk przez słomkę.
- Coś nie tak, Złoto? - wyszczerzyła się ponownie, ale ani myślałam komentować tego, że równie dobrze zamiast soku mogła użyć barwnika spożywczego, bo ten w tej mieszance stanowił tylko ozdobę.
- Tam jakieś panny czekają na zamówienie - burknęłam wskazując głową inny kawałek baru. Pokręciła tylko głową, bawiąc się perfekcyjnie.
- Yhm... spokojnie, już ci nie zabieram cennego towarzystwa - z tymi słowami odeszła od nas, a ja powstrzymałam ciche jęknięcie i rozejrzałam się po pomieszczeniu, odruchowo łapiąc mężczyznę za ramię.
- Usiądźmy tam, zwolnił się stolik - powiedziałam, ale równo z tym zamarłam na moment. Znów to się stało, znów przełamaliśmy barierę dotyku, a raczej ja ją przełamałam i poczułam te dziwne dreszcze, o wiele silniejsze, przejmujące. W głowie zamieszało się w elektryzujący, ale też przyjemny sposób. Wzięłam głębszy wdech, a chociaż bardzo nie chciałam, puściłam go zaraz. - Chodź - mówiąc to zabrałam nasze drinki z lady i skierowałam się płynnie między ludźmi, aż do wypatrzonego stolika, a w zasadzie niedużego boksu z półowalną kanapą. Wsunęłam się na nią płynnie, licząc na więcej swobody, a na pewno brak monitoringu w postaci osób z mojej pracy.
- Znajomi z pracy mylnie zrozumieli kim jesteś - wyjaśniłam po chwili, gdy już wygodnie się rozsiadłam. - Sam rozumiesz, raczej prawda mogłaby ich zabić, poza tym - tutaj nie mogłam się powstrzymać przed bezczelnym uśmiechem. - Ja sama nadal wiem zbyt mało - złapałam swoją szklankę po czym uniosłam ją delikatnie, w jego kierunku, jak do toastu.
- Czyli za słodką nieświadomość i konsekwencje? - wróciłam do jego wcześniejszych słów, unosząc na sekundę brwi do góry, jakbym co najmniej wyzywała go na pojedynek, a przecież tak nie było. - A skoro już przy tym jesteśmy, nie boisz się konsekwencji? - dodałam po chwili, nadal jeszcze nie pijąc ze szklanki. Czekałam, ważąc dokładnie słowa, nie odrywając od niego spojrzenia. - To nasze drugie spotkanie, podejrzanie miłe, w porównaniu z wczorajszym, nie wiem, jak w tobie, ale we mnie rodzi to pewne podejrzenia. Nadal wiem o tobie mniej, niż ty o mnie, a dzisiaj szala jeszcze bardziej przechyliła się na twoją korzyść, co muszę zrobić, żeby wyrównać nasze szanse? - zniżyłam głos jeszcze bardziej, jednak tylko do stopnia, w którym ton mojego głosu był nadal przez niego słyszalny.
Zmrużyłam delikatnie oczy, a po chwili olewając słomkę, przyłożyłam brzeg szklanki do ust i pociągnęłam z niej sporą porcję kolorowego płynu, delikatnie ścierając z warg językiem kropelki płynu, jakie się na nich osadziły. Nie chciałam, aby umknęła mi jakakolwiek z jego reakcji. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę z tego, że w istocie nasze pozycje nie są takie same. Pozwoliłam mu z własnej woli, bądź przypadku w postaci szefa, poznać nieco więcej faktów z mojego życia, podczas gdy on nadal nie zdradził nic. Irytowało mnie to, ale też w jakiś dziwny sposób pociągało. Chciałam się dobrać do jego życia, rozpracować każdą tajemnicę, dowiedzieć się wszystkiego i nie szukać powodów swojego zachowania. Było to moje pragnienie, silne, a przy tym rosnące z każdą sekundą, jaką spędzałam w jego towarzystwie. Musiałam się dowiedzieć kim on jest, za wszelką cenę.
