Kim jestem? Kłopot
polegał na tym, że w tamtej chwili sam już nie znałem odpowiedzi, nie
wiedziałem gdzie się znajduję i dlaczego czuję tak wiele sprzeczności. Jakbym
stał w rozkroku pomiędzy dwoma światami, na granicy świadomości czegoś, o czym
powinienem wiedzieć albo pamiętać. Nad dawno utraconym wspomnieniem, którego
istnienia nie potrafiłem przywołać do życia, a to uczucie z każdą chwilą robiło
się coraz bardziej drażniące i męczące.
Byłem Azraelem, Aniołem Śmierci. Ale kim jestem
teraz? Silne wrażenie, że przy niej odzywa się uśpiona przez stulecia część
mnie nie pozwalało na odnalezienie jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi na to
pytanie. Z resztą, ona wcale na nią nie czekała. To było pytanie retoryczne –
tak samo oczywiste, jak palące pożądanie w jej spojrzeniu, jak bliskość i
ciepło jej ciała, jak pocałunek sprzed kilku chwil, który przeniósł mnie na
moment do innego wymiaru.
— A może po prostu
poświęciłaś go dla mnie?
Pomimo ewidentnej
zaczepki, po raz kolejny jak już kilka razy wcześniej, przy barze, tym razem w
moim głosie nie brzmiało rozbawienie ani nie brzęczała niebezpieczna nuta.
Powiedziałem to z tą samą obojętnością. Coś w tym było; im więcej czułem, tym
bardziej obojętny i chłodny stawałem się na zewnątrz. Oczywiście była to
wiedza, którą o sobie posiadałem od setek lat, a której z pewnością nie miała
Lana. Teraz jednak nie miałem ochoty się tym przejmować. Coraz więcej
egoistycznych myśli przechodziło mi przez głowę na jej widok, coraz więcej
pożądania i pragnienia własnego spełnienia przynosiła jej bliskość. Z każdym
dotykiem i słowem byłem bardziej egocentrykiem.
Też powinienem się
odsunąć. Powinienem był to przerwać. Wiedziałem o tym, ale wciąż nie drgnąłem,
nie poluzowałem ani nie wzmocniłem uścisku. Pod palcami czułem wyraźną fakturę materiału
spodni i ciepło jej ciała.
Krótko skinąłem głową
w odpowiedzi na jej słowa.
— Prawda. Nie puszczę
cię — zacząłem, nieznacznie przeciągając dwa ostatnie słowa i na moment
zawieszając głos. Nie przerwałem kontaktu wzrokowego, po prostu nie mogłem tego
zrobić – coś elektryzowało i
przyciągało, nie pozwalało odwrócić spojrzenia od jej oczu. — To brzmi
dziwnie, kiedy siedzisz okrakiem na moich kolanach i trzymam cię fizycznie —
dodałem, poruszając się nagle po raz pierwszy od przerwania pocałunku.
Przechyliłem się do przodu, już nie opierałem się łopatkami o miękkie obicie
fotela w loży. Choć wciąż to ona była wyżej i była nade mną nachylona, to ja
skróciłem teraz dystans. Po to, żeby szeptać jej teraz prosto do ucha, żeby
czuć w nozdrzach tylko zapach jej skóry i włosów łaskoczących twarz. — Ale
przecież oboje wiemy, że nie chodzi o to. Jesteś moja.
Odważne słowa. Może
trochę na wyrost, ale gówno mnie to obchodziło. Nienawidziłem półśrodków. Spowodowały
dreszcz przyjemności spływający wzdłuż kręgosłupa i drapieżny uśmiech
rozciągający wargi. Przymknąłem powieki na ułamek sekundy, wciągnąłem nosem
powietrze tylko po to, żeby wyraźniej poczuć jej zapach, wypełnić nim płuca,
zatrzymać w pamięci. Zapach daleko bardziej osobisty niż ludzkie perfumy czy
żel pod prysznic – zapach aury, najważniejszej części jej istoty.
Kurewsko lubiłem mieć
rzeczy na własność. Nie byle jakie. Tylko te, które mnie interesowały.
— Chcesz wiedzieć coś
jeszcze? — podjąłem, wciąż prosto do jej ucha, tyle że tym razem dłonie płasko
przylegające do jej bioder przesunąłem wolno wyżej, na plecy i zatrzymałem na
wysokości talii. — Zdołałem ustalić, że jesteś na Ziemi wystarczająco krótko, żeby jeszcze musieć się
uczyć. Ciekawe, ile masz lat, ale o to nie wypada pytać kobiety; z resztą,
powiedzmy, że teraz to nie ma znaczenia. Jesteś Aniołem. To takie oczywiste.
Może aż za łatwe? — Wzruszyłem ramionami. — To boskie ciało musiało być specjalnym
darem od Ojca — zażartowałem, głos mi zadrżał, ale powstrzymałem śmiech.
Stłumiłem go delikatnym
ugryzieniem płatka jej ucha.
— Dawno się z nim nie
widziałem. Pozdrowisz go one mnie? — dodałem bezczelnie.
Zbyt oczywiste. Powiedziałem
to wprost, zwyczajnie się do tego przyznałem. Jestem Upadłym Aniołem, Lano. Co
z tym zrobisz?
