poniedziałek, 17 września 2018

XXIII



       Miałam przyspieszony oddech. Zdawało mi się, że dookoła nas ktoś rozciągnął kotarę z ciężkiego materiału, która tłumiła odgłosy, jakich w barze było naprawdę wiele. Pewnie dlatego tak dokładnie słyszałam każdą ze swoich prób zaczerpnięcia powietrza. Prób, ponieważ wydawało mi się, że nie jestem w stanie nabrać tyle tlenu, ile w tej chwili potrzebowałam. Dotknęło mnie to dość głęboko, sposób, w jaki przez niego oddycham. To był tylko pocałunek, a jednak nie mogłam się uspokoić, jak po wysiłku fizycznym. Nie, to był pocałunek. Mój pierwszy prawdziwy, pierwszy, który odebrał mi oddech. Czyli naprawdę jest to możliwe. Pozostałe dwa, które jeszcze chwilę temu rozpamiętywałam nagle boleśnie wręcz straciły na swoim znaczeniu, jakby w moim mniemaniu przestały w ogóle być dowodem na jakieś moje ludzkie doświadczenie. Pomyśleć, że wcześniej byłam z nich dumna, z uśmiechem myślałam o nich, jak o swoich osiągnięciach, chociaż same w sobie udane nie były. Teraz jednak przed oczami miałam mężczyznę, który mocno namieszał w hierarchii moich dotychczasowych przeżyć, jakich dane mi było doświadczyć na Ziemi. 
       Zaskoczyło mnie to, jak na mnie patrzył, już bez tej bezczelnej pewności siebie, która mogłaby zawstydzić chyba każdego. W jakiś sposób jego twarz skupiała teraz całą moją uwagę, jakbym nie miała prawa oderwać od niej spojrzenia. Niepoprawność tej sytuacji nadal do mnie nie docierała, ciało drżało w jego ramionach, a oczekiwanie wwiercało się we mnie z każdą mijającą sekundą. Musiałam wiedzieć, co za tym wszystkim stało, po prostu musiałam. Byłam niemalże pewna, że coś wielkiego było na rzeczy, pewnie dlatego, kiedy już się odezwał, z początku to do mnie nie dotarło. 
       Słowa mężczyzny krążyły po mojej głowie, a ja nie próbowałam przypisać im znaczenia. To na pewno nieprawda. Przecież, gdyby to rzeczywiście był idiotyczny żart, to oznaczałoby... kurwa, dałam mu się, jak dzieciak. Ależ mnie to w tej chwili poirytowało! Poczułam, jak żar wściekłości we mnie rośnie, jak chcę mu wygarnąć, wrzasnąć w twarz, że nie ma prawa tak ze mną pogrywać. Dlaczego? Odpowiedź była prosta, doskonale wiedziałam, że jestem naiwna. Miałam tego świadomość, uciekając z Nieba, w końcu całe moje istnienie ograniczało się do pobytu w zamknięciu. Dlatego też, już pierwszego dnia postanowiłam, że będę ostrożna, nie ograniczając sobie przyjemności, ale jednak cały czas mając oczy dookoła głowy, nie ufając innym zbyt szybko. No i co? Nikomu nie pozwoliłam wejść sobie na głowę, byłam asertywna i roztropna, a tu nagle zjawił się on! Od pierwszej chwili namieszał w moim zdawałoby się całkiem spokojnym życiu uciekiniera, wprowadził do niego ogrom zamieszania w zaledwie jeden dzień, zmącił mój spokój, a nade wszystko ja sama dawałam mu się urabiać jak glina. 
       Jego żart, jeśli mogłam go tak nazwać, chyba nie rozbawił żadnego z nas. Było w nim jednak coś innego. Coś, co pozwoliło mi w końcu przypomnieć sobie o tym, gdzie jesteśmy. Poza widokiem jego twarzy zaczęły docierać do mnie inne bodźce. Irytacja, chociaż uzasadniona, powoli się wypłukiwała. Chęć odepchnięcia go, nawrzeszczenia, przypomnienia  sobie jakiś imponujących przekleństw także słabła. To wszystko straciło na znaczeniu, kiedy jego dłonie przyciągnęły mnie bliżej, gdy ten ruch przyspieszył jeszcze bardziej akcję mojego serca, a szum krwi znów wzmocnił się w uszach, ale nie na tyle, by umknął mi senes jego słów. 
       Rozchyliłam wargi, patrząc na niego z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Poczułam, że robię się czerwona, a jego słowa wywołają we mnie dreszcze. Bezczelnie mówił tak, jakby lepiej ode mnie wiedział, co teraz czuję. Mogłabym mu to wygarnąć, gdyby... nie miał racji.  
       - Kim ty jesteś, do cholery? - wyszeptałam, patrząc na niego nadal. Chyba nie miałam świadomości, że te słowa opuściły moje usta, miały bezpiecznie pozostać jedynie prywatną myślą, ale na to było już zbyt późno. Zaschnęło mi w ustach. 
       Więc o to chodzi? Te fale ciepła te dreszcze, to jak mnie do niego ciągnie. Czy to pożądanie? Jeśli tak, jak to możliwe, że już przy drugim spotkaniu ono tak silnie na mnie oddziałuje? Patrzyłam mu w oczy, pozwalając, aby cisza między nami trwała. Chciałam się w tym odnaleźć, ale nie miałam porównania, nie mogłam zestawić tego z niczym, czego dotychczas doświadczyłam. Był tak blisko, a w każdej chwili myśl o odsunięciu się wywoływała we mnie same nieprzyjemne emocje. Niechęć, rozczarowanie, ale też strach. Nie chciałam, aby między nami pojawił się dystans. Po prostu łaknęłam jego bliskości, zapewne tak, jak alkoholik łaknie procentów. Za wszelką cenę i bez względu na to, jak przez to będzie odbierało mnie otoczenie. Cóż za niebezpieczna istota. 
       - Jesteś podły - nie było w tym cienia złości, to nie brzmiało, jak obelga. Raczej stwierdzenie faktu, wynik analizy, zwilżyłam wargi, uniosłam delikatnie brwi. Miałam rację. Siedziałam na kolanach Logana, który nie był księciem z ludzkich powieści, czy filmów. On nie pochodził stąd, łączył nas ten sam świat, zbliżone tajemnice. - Poświęciłam swój pierwszy świadomy pocałunek, dla twojego żartu? - wyrzuciłam już przytomniej, a mój wzrok nieco się wyostrzył. To nie mieściło mi się w głowie. To, co teraz czułam i co faktycznie zrobiłam. 
       Wzięłam głębszy wdech. 
       - Muszę się odsunąć - zauważyłam, ale nie wykonałam nawet najmniejszego ruchu w kierunku spełnienia tych planów. Zmarszczyłam bardziej czoło, próbując przeanalizować to wszystko. - Nie powinnam ciebie szukać - dodałam jeszcze, nie przejmując się tym, że wypowiadam to na głos, że Logan to usłyszy. Zatrzymałam się w końcu na jego oczach, moja klatka piersiowa uniosła się. Och, jak chciałam, by te oczy patrzyły na mnie częściej, cały czas, tylko na mnie, nigdzie więcej. - Nie wiem, co ze mną robisz, ale przeraża mnie to i fascynuje. Rozsądek podpowiada, że powinnam wyjechać z miasta, gdzieś gdzie już nigdy na siebie nie trafimy, ale - mój głos się zniżył, ciało które chwilę temu było nieco spięte, zaczęło się rozluźniać. Moje dłonie, opierające się teraz na jego ramionach poruszyły się. Chciałam poznać układ jego mięśni, kości na karku, kosmyków włosów, jakby była we mnie obawa, że teraz tu jest, a niebawem zniknie. Jakby coś podpowiadało, że już raz przeżyłam stratę, ale przecież... to była całkiem inna historia i nie pozwoliłam sobie do niej wrócić, nie mówiąc już o tym, że Logana nie znałam. Nie mam prawa przywiązać się do kogoś, na podstawie dwóch spędzonych przy sobie wieczorów. - Nie pozwolisz mi na to, prawda? A ja nie będę na to nalegać - dodałam i tak oto stałam się muchą, która wpadła w pajęcze sidła. Tylko, że mucha jeszcze się miotała, a ja grzecznie czekałam, aż owinie mnie z każdej strony. 
       Może potem, jak już zniknie, jak któreś zdecyduje się przerwać kontakt fizyczny, zrozumiem, że to wszystko, to jakaś dziwna hipnoza. Odzyskam kontrolę nad sobą i być może nawet ucieknę, widząc, jak Logan Specter na mnie działa. Potem.  
@GT - Tyler