Na ustach nadal czułam dotyk jego warg, wspomnienie tak wyraźne, że w obecnej chwili wydawało się niemożliwym, abym kiedyś miała je zapomnieć. Może nawet podobała mi się ta myśl, że to co się między nami wydarzyło, pozostanie ze mną. Chociaż Logan budził niepokój, a ja miałam świadomość, że nie mogę mu ufać, nie mogłam odmówić mu tej dziwnej aury, którą roztaczał i która tak mnie do niego przyciągała. To uczucie błagało moje zmysły, bym spijała z jego obecności tyle, ile tylko się da, póki jest blisko, póki mam ku temu okazję. Coś, jakiś głosik mówił, że on w końcu zniknie i to nie za sprawą mojej decyzji, że wymknie mi się spomiędzy palców, pozostawiając zawód i tęsknotę. Chyba ta myśl była w tym wszystkim najbardziej niezrozumiała, bo przecież to nasze drugie spotkanie, niezależnie od tego, co się ze mną przy nim dzieje nie mogłam tak szybko się przywiązać. To było nierealne, nawet dla nas, istot nieludzkich.
Brew drgnęła mi delikatnie, kiedy Logan się odezwał. Wątpiłam, aby miał mi teraz podać swoje prawdziwe imię, ale też nie byłam tym rozczarowana. Prawda jest taka, że nie znałam zbyt wielu aniołów, czy też demonów. O jakiś słyszałam, przez wieki tylko opowieściami z ust moich opiekunów mogłam karmić własną ciekawość. Mimo to, gdyby się zdecydował, czułabym się przynajmniej pewniej z tego względu, że posiadałabym cenną wiedzę na jego temat. Teraz jednak coś innego zwróciło moją uwagę. Najpierw ta pewność siebie, a potem… sposób w jaki ją wytłumaczył.
Nie zapanowałam nad prychnięciem, które samoistnie opuściło moje usta. Doprawdy, Logan był bezczelny i zastanawiałam się, czy w jego przypadku występuje jakiś temat tabu, którego nawet on nie lubi, czy może po prostu wstydzi się poruszać. Ja sama, wydawało mi się, że takie miałam, ale w obecności mężczyzny bardzo nie chciałam odstawać. Co by nie było,nie mogłam pokazywać, że z każdą chwilą zauważałam różnicę naszych poziomów. Zbyt mało wiedziałam o tym świecie, zbyt krótko tu byłam, a zatem, jeśli chciałam wyjść z naszej znajomości obronną ręką, on nie mógł poznać prawdy. Co by się nie stało, nie mógł wiedzieć, że jestem zbiegiem i to w dodatku bardzo niedoświadczonym.
- To daleka nadinterpretacja! - żachnęłam się, ale czy aby na pewno miałam rację? W zasadzie niezależnie od tego, jak niepoprawnie brzmiały słowa mężczyzny, były opisem faktycznego stanu rzeczy. Cholera jasna. Potarłam delikatnie dłonią wargi, jakby w zamyśleniu. W dalszym ciągu nie byłam pewna jak do tego wszystkiego doszło. Nim jednak on sam wypomniał mi, że nie mam racji, postanowiłam się zreflektować. - A nawet jeśli rzeczywiście tak jest, nie grzałam ci ud bez powodu. Podszedłeś moją łatwowierną, pełną dobroci i czystości, anielską osobę - mówiąc to uniosłam delikatnie obie brwi w nieco pyskatym wyrazie. Jakbym chciała mu pokazać, że drugi raz już się nie dam, że wiem, w co on gra, chociaż w rzeczywistości nie wiedziałam nawet, w co ja sama próbuję grać.
Mimo mojej postawy, jego słowa nadal odbijały się echem w mojej głowie. Co innego zrobić coś tak nieodpowiedniego, a co innego usłyszeć jeszcze w tak dosadny sposób o własnych czynach. Ja takich rzeczy nie robię, mimo, że będąc na Ziemi pozwalałam sobie na wiele, to w dalszym ciągu miałam wiele zasad, które przy Loganie zdawały się nie istnieć.
Śledziałam ruch jego dłoni, gdy przywoływał kelnera. Doskonale, chciałam, żeby pił, by alkohol zamieszał mu w głowie, bo wówczas, och ta myśl wydawała się taka oklepana, mógłby być łatwiejszy. Nie w kwestii fizycznej, bo to z tym zwykle wiązało się podobne sformułowanie. Chodziło mi po prostu o rozmowę, chciałam, aby jadł mi z ręki i przestał prowadzić tak niezrozumiałą potyczkę.
Znów skupiłam się na nim i przyznaję, zawieszenie spojrzenia na kelnerze sprawiło, że z początku nie wiedziałam o czym on mówi. Chyba sam miał tego świadomość, bo zaraz doprecyzował swoją wypowiedź. Skinęłam delikatnie głową, ale póki co nic nie mówiłam, ciekawa tego, jak on sam odniesie się do mojego tempa nauki. Jeśli jednak wierzyłam, że ten temat będzie dla mnie łaskawy, to nie miałam racji.
Spięłam się natychmiast, jakby już po pierwszych słowach wyczuwając do czego on będzie zmierzał. Niestety nie pomyliłam się, a z każdą sylabą wypowiedzianą przez mojego towarzysza było jeszcze gorzej. O ile wcześniej mogłabym powiedzieć, że czułam się swobodnie, teraz nie byłam już tego taka pewna. Serce dosłownie w ułamku sekundy zaczęło mi bić, jak szalone. W gardle poczułam suchość, której nie pokonała porcja drinka, jakiej zaraz zaczerpnęłam. Nie mogłam jednak wyjść z roli, co by nie było, jeśli teraz sobie na to pozwolę, skreślę wszelkie szanse na zachowanie swojej wolności. Tak przynajmniej sądziłam.
Nie zdążyłam jeszcze nic powiedzieć. Cisza z mojej strony nie oznaczała, że Logan również ją zachowywał. Wręcz przeciwnie i przyznaję, byłam mu za to wdzięczna. Dzięki temu, że mówił, moje milczenie nie było aż tak zauważalne.
Wszystko, co powiedział odbijało się echem w mojej głowie. Teraz wiedziałam już, że muszę się jakoś do tego odnieść, chociaż podobnie jak dnia wczorajszego, ucieczka kusiła. Tylko, czy teraz nie było już na nią za późno? Bałam się, ponownie to zrobił, z taką łatwością. Niezależnie na co sobie pozwolimy, muszę pamiętać, że on zawsze może zrobić coś, co przypomni mi o brakach i słabościach, jakie posiadam. Co więc zrobić, kiedy strach ciebie paraliżuje? Pewnie opcji jest wiele, ja zdecydowałam się na jedną.
Perlisty śmiech opuścił moje gardło nagle, bez zapowiedzi. Roznosił się między nami i ginął gdzieś na sali, mieszając się z muzyką i odgłosami cudzych rozmów. Zasłoniłam dłonią usta, jeszcze chwilę pozwalając sobie na tą reakcję, a kiedy powoli mój chichot tracił na głosności, pokiwałam jeszcze głową na boki. Założyłam nogę na nogę, o kolano wsparłam łokieć i na dłoni umieściłam swój polik, czekając, aż połączy nas kontakt wzrokowy.
- Czy ty proponujesz mi układ, Loganie Specter? - zapytałam w końcu, bardzo wyraźnie artykułując każdą sylabę. Nie dałam mu jednak czasu na wypowiedź. - Przyznaję, twoje zdolności analityczne niezwykle mi imponują. Być może były trafne. Być może - pozwoliłam sobie na przerwę, układając palec wskazujący tak, aby jego nieco dłuższy paznokieć drażnił delikatnie dolną wargę moich ust. Ten gest miał go rozpraszać, ale nie przypisywałam temu większej roli. Chciałam po prostu chociaż odrobinę zamieszać w jego pewności siebie.
- Jeśli nie chcesz zdradzać swojego imienia, nie będę nalegać. To warunek, jaki wyszedł od ciebie, a zatem pozwolisz, że i ja postawię własny - mój ton głosu był miły, może nawet nieco przesłodzony, podobnie jak wyraz twarzy, jednak teraz miało się to zmienić diametralnie. Ściągnęłam brwi i wzmocniłam przynajmniej w swojej opinii moc mojego spojrzenia. - Zapomnij o mojej postawie z wczorajszego dnia. Miałam swoje powody, by się ciebie obawiać i nawet teraz je mam. Nie przypisuj temu dodatkowego znaczenia. Ważne, że teraz, jak sam wspomniałeś, jestem drapieżnikiem. Jeśli mamy się porozumieć, nie możesz patrzeć na mnie, jak na ofiarę. Nigdy więcej - powiedziałam z naciskiem, jeszcze chwilę pozwalając sobie na to surowe spojrzenie. Jedno uderzenie serca, drugie, a potem… rozpogodziłam się, zmarszczki zostały wygładzone. - Inaczej musiałabym dość dosadnie wyjaśnić, że się mylisz, a wówczas nasza współpraca mogłaby nie doczekać się pierwszej próby - zakończyłam. Swoją drogą byłam ciekawa, w czym ja mogłabym mu się przydać.
Na razie nie było mowy o tym, bym powiedziała mu prawdę. Musiałam zatem wymyślić sobie inny problem, jaki mogłam posiadać. Ale na to póki co miałam jeszcze trochę czasu, przynajmniej do chwili, w której porzucimy niedopowiedzenia i przejdziemy do konkretów.
Spojrzałam na niego wyczekująco.
- W takim razie, Loganie… opowiedz mi o swoich problemach. Czuj się swobodnie, jestem barmanką, mężczyźni często mi się zwierzają - puściłam mu oczko. - Widzisz, Ojciec jest tak dobry, że czasem wypożycza swoją własność innym, a zatem korzystaj - dodałam jeszcze, a chociaż chciałam nad tym zapanować, to w słowach tych krył się jad, kiedy tak nawiązywałam do jego wypowiedzi. Do chwili, w której zarzucił mi kłamstwo.
Tylko, że ja nie kłamałam. Już do nikogo nie należę.
Brew drgnęła mi delikatnie, kiedy Logan się odezwał. Wątpiłam, aby miał mi teraz podać swoje prawdziwe imię, ale też nie byłam tym rozczarowana. Prawda jest taka, że nie znałam zbyt wielu aniołów, czy też demonów. O jakiś słyszałam, przez wieki tylko opowieściami z ust moich opiekunów mogłam karmić własną ciekawość. Mimo to, gdyby się zdecydował, czułabym się przynajmniej pewniej z tego względu, że posiadałabym cenną wiedzę na jego temat. Teraz jednak coś innego zwróciło moją uwagę. Najpierw ta pewność siebie, a potem… sposób w jaki ją wytłumaczył.
Nie zapanowałam nad prychnięciem, które samoistnie opuściło moje usta. Doprawdy, Logan był bezczelny i zastanawiałam się, czy w jego przypadku występuje jakiś temat tabu, którego nawet on nie lubi, czy może po prostu wstydzi się poruszać. Ja sama, wydawało mi się, że takie miałam, ale w obecności mężczyzny bardzo nie chciałam odstawać. Co by nie było,nie mogłam pokazywać, że z każdą chwilą zauważałam różnicę naszych poziomów. Zbyt mało wiedziałam o tym świecie, zbyt krótko tu byłam, a zatem, jeśli chciałam wyjść z naszej znajomości obronną ręką, on nie mógł poznać prawdy. Co by się nie stało, nie mógł wiedzieć, że jestem zbiegiem i to w dodatku bardzo niedoświadczonym.
- To daleka nadinterpretacja! - żachnęłam się, ale czy aby na pewno miałam rację? W zasadzie niezależnie od tego, jak niepoprawnie brzmiały słowa mężczyzny, były opisem faktycznego stanu rzeczy. Cholera jasna. Potarłam delikatnie dłonią wargi, jakby w zamyśleniu. W dalszym ciągu nie byłam pewna jak do tego wszystkiego doszło. Nim jednak on sam wypomniał mi, że nie mam racji, postanowiłam się zreflektować. - A nawet jeśli rzeczywiście tak jest, nie grzałam ci ud bez powodu. Podszedłeś moją łatwowierną, pełną dobroci i czystości, anielską osobę - mówiąc to uniosłam delikatnie obie brwi w nieco pyskatym wyrazie. Jakbym chciała mu pokazać, że drugi raz już się nie dam, że wiem, w co on gra, chociaż w rzeczywistości nie wiedziałam nawet, w co ja sama próbuję grać.
Mimo mojej postawy, jego słowa nadal odbijały się echem w mojej głowie. Co innego zrobić coś tak nieodpowiedniego, a co innego usłyszeć jeszcze w tak dosadny sposób o własnych czynach. Ja takich rzeczy nie robię, mimo, że będąc na Ziemi pozwalałam sobie na wiele, to w dalszym ciągu miałam wiele zasad, które przy Loganie zdawały się nie istnieć.
Śledziałam ruch jego dłoni, gdy przywoływał kelnera. Doskonale, chciałam, żeby pił, by alkohol zamieszał mu w głowie, bo wówczas, och ta myśl wydawała się taka oklepana, mógłby być łatwiejszy. Nie w kwestii fizycznej, bo to z tym zwykle wiązało się podobne sformułowanie. Chodziło mi po prostu o rozmowę, chciałam, aby jadł mi z ręki i przestał prowadzić tak niezrozumiałą potyczkę.
Znów skupiłam się na nim i przyznaję, zawieszenie spojrzenia na kelnerze sprawiło, że z początku nie wiedziałam o czym on mówi. Chyba sam miał tego świadomość, bo zaraz doprecyzował swoją wypowiedź. Skinęłam delikatnie głową, ale póki co nic nie mówiłam, ciekawa tego, jak on sam odniesie się do mojego tempa nauki. Jeśli jednak wierzyłam, że ten temat będzie dla mnie łaskawy, to nie miałam racji.
Spięłam się natychmiast, jakby już po pierwszych słowach wyczuwając do czego on będzie zmierzał. Niestety nie pomyliłam się, a z każdą sylabą wypowiedzianą przez mojego towarzysza było jeszcze gorzej. O ile wcześniej mogłabym powiedzieć, że czułam się swobodnie, teraz nie byłam już tego taka pewna. Serce dosłownie w ułamku sekundy zaczęło mi bić, jak szalone. W gardle poczułam suchość, której nie pokonała porcja drinka, jakiej zaraz zaczerpnęłam. Nie mogłam jednak wyjść z roli, co by nie było, jeśli teraz sobie na to pozwolę, skreślę wszelkie szanse na zachowanie swojej wolności. Tak przynajmniej sądziłam.
Nie zdążyłam jeszcze nic powiedzieć. Cisza z mojej strony nie oznaczała, że Logan również ją zachowywał. Wręcz przeciwnie i przyznaję, byłam mu za to wdzięczna. Dzięki temu, że mówił, moje milczenie nie było aż tak zauważalne.
Wszystko, co powiedział odbijało się echem w mojej głowie. Teraz wiedziałam już, że muszę się jakoś do tego odnieść, chociaż podobnie jak dnia wczorajszego, ucieczka kusiła. Tylko, czy teraz nie było już na nią za późno? Bałam się, ponownie to zrobił, z taką łatwością. Niezależnie na co sobie pozwolimy, muszę pamiętać, że on zawsze może zrobić coś, co przypomni mi o brakach i słabościach, jakie posiadam. Co więc zrobić, kiedy strach ciebie paraliżuje? Pewnie opcji jest wiele, ja zdecydowałam się na jedną.
Perlisty śmiech opuścił moje gardło nagle, bez zapowiedzi. Roznosił się między nami i ginął gdzieś na sali, mieszając się z muzyką i odgłosami cudzych rozmów. Zasłoniłam dłonią usta, jeszcze chwilę pozwalając sobie na tą reakcję, a kiedy powoli mój chichot tracił na głosności, pokiwałam jeszcze głową na boki. Założyłam nogę na nogę, o kolano wsparłam łokieć i na dłoni umieściłam swój polik, czekając, aż połączy nas kontakt wzrokowy.
- Czy ty proponujesz mi układ, Loganie Specter? - zapytałam w końcu, bardzo wyraźnie artykułując każdą sylabę. Nie dałam mu jednak czasu na wypowiedź. - Przyznaję, twoje zdolności analityczne niezwykle mi imponują. Być może były trafne. Być może - pozwoliłam sobie na przerwę, układając palec wskazujący tak, aby jego nieco dłuższy paznokieć drażnił delikatnie dolną wargę moich ust. Ten gest miał go rozpraszać, ale nie przypisywałam temu większej roli. Chciałam po prostu chociaż odrobinę zamieszać w jego pewności siebie.
- Jeśli nie chcesz zdradzać swojego imienia, nie będę nalegać. To warunek, jaki wyszedł od ciebie, a zatem pozwolisz, że i ja postawię własny - mój ton głosu był miły, może nawet nieco przesłodzony, podobnie jak wyraz twarzy, jednak teraz miało się to zmienić diametralnie. Ściągnęłam brwi i wzmocniłam przynajmniej w swojej opinii moc mojego spojrzenia. - Zapomnij o mojej postawie z wczorajszego dnia. Miałam swoje powody, by się ciebie obawiać i nawet teraz je mam. Nie przypisuj temu dodatkowego znaczenia. Ważne, że teraz, jak sam wspomniałeś, jestem drapieżnikiem. Jeśli mamy się porozumieć, nie możesz patrzeć na mnie, jak na ofiarę. Nigdy więcej - powiedziałam z naciskiem, jeszcze chwilę pozwalając sobie na to surowe spojrzenie. Jedno uderzenie serca, drugie, a potem… rozpogodziłam się, zmarszczki zostały wygładzone. - Inaczej musiałabym dość dosadnie wyjaśnić, że się mylisz, a wówczas nasza współpraca mogłaby nie doczekać się pierwszej próby - zakończyłam. Swoją drogą byłam ciekawa, w czym ja mogłabym mu się przydać.
Na razie nie było mowy o tym, bym powiedziała mu prawdę. Musiałam zatem wymyślić sobie inny problem, jaki mogłam posiadać. Ale na to póki co miałam jeszcze trochę czasu, przynajmniej do chwili, w której porzucimy niedopowiedzenia i przejdziemy do konkretów.
Spojrzałam na niego wyczekująco.
- W takim razie, Loganie… opowiedz mi o swoich problemach. Czuj się swobodnie, jestem barmanką, mężczyźni często mi się zwierzają - puściłam mu oczko. - Widzisz, Ojciec jest tak dobry, że czasem wypożycza swoją własność innym, a zatem korzystaj - dodałam jeszcze, a chociaż chciałam nad tym zapanować, to w słowach tych krył się jad, kiedy tak nawiązywałam do jego wypowiedzi. Do chwili, w której zarzucił mi kłamstwo.
Tylko, że ja nie kłamałam. Już do nikogo nie należę.
