środa, 15 sierpnia 2018

IX



      Z każdą mijającą sekundą coraz bardziej oswajałam się z sytuacją, w jakiej oboje się znaleźliśmy. Być może byłam mu nawet wdzięczna za to, że rzucił się za mną w pogoń. Gdyby udało mi się zbiec, już teraz byłabym w drodze do centrum miasta, a następne dni spędziłabym na ponownym zastanawianiu się, kim jest ta istota. Wydawało mi się, że moja odwaga nie pozostawiała już niczego do życzenia, bo skoro zdecydowałam się opuścić niebo, to czego jeszcze powinnam się lękać? A zatem Logan Specter dał mi cenną lekcję. Nadal wiele muszę się nauczyć, bo jeszcze niejedno mnie zaskoczy, niejedno zasieje we mnie zwątpienie i chęć ucieczki. Tylko, że to dalece mija się z moimi pragnieniami. Nie zeszłam na Ziemię, by wieść życie zbiega, wybrałam to miejsce, by być wolną i wolę walczyć o tą ideę, niż kryć się po kątach, sprowadzać do roli więźnia. Gdybym na to pozwoliła, moja obecność tutaj nie miałaby dla mnie dłużej sensu. 
       Ani drgnęłam, kiedy przyznał mi rację. Wątpiłam, by faktycznie się ze mną zgadzał, sądziłam, że zaprzeczy z miejsca, chociaż sprawa była raczej błaha. A zatem oboje jesteśmy świadomi, że nie spotkaliśmy się, aby rozprawiać o wyglądzie ludzkich nastolatek. W takim razie o czym? Co sprawia, że tak nas do siebie ciągnie, a przynajmniej mnie do ciebie? Chciałam o to zapytać, ale czułam, że nie powinnam, bo tak jasne pytanie niesie ze sobą nazbyt dużo informacji. 
   Nie zapanowałam nad prychnięciem, jednocześnie wyostrzając swój wzrok, bo teraz mój rozmówca nie był już taki nieruchomy. Czym było imię i nazwisko, które w dodatku wymyślaliśmy sobie sami? Bawił go ogrom tajemnic? To, że miesza? Byłam pewna, że sobie pogrywa i coś mi mówiło, że ten osobnik ma świadomość, jak dobrze radzi sobie w podobnych gierkach. Nie mogłam dać po sobie poznać, że dla mnie te są pewnego rodzaju nowością. Na moje szczęście mam dużo motywacji, to i szybko się uczę. 
   Zrobiłam jeszcze jeden krok w tył, podczas gdy on pokonywał dystans, ale ostatecznie zatrzymałam się. Och nie, nie dam ci znów poczucia, że ja uciekam, a ty gonisz. Jeśli chcesz się zbliżyć, proszę bardzo. Oczywiście drugi raz tak łatwo podejść się nie dam, ale czułam, że każdy nieprzemyślany ruch daje mu jakąś przewagę w tym, co właśnie się między nami dzieje. 
      Zaskoczona słuchałam jego słów, tego z jaką swobodą przychodziło mu wypowiadanie kwestii, na jakie nie każdy by sobie pozwolił. Kimkolwiek był, bezczelność i pewność siebie nie były mu obce. Ta myśl sprawiła, że kącik moich ust drgnął, a po chwili poszerzył nieco uśmiech. Interesujące. Zawsze to coś nowego, co wywoływało na moim kręgosłupie dziwne dreszcze. Dziwne, ale przyjemne, póki co niezrozumiałe, chociaż jasne było, że chciałabym doświadczyć ich jeszcze trochę. Z drugiej strony rozsądek podpowiadał, że igram z ogniem, a ten żywioł jakoś nieszczególnie ze mną współgrał. 
      - Skąd w tobie pewność, że zgodzę się na trzecią randkę? - odezwałam się w końcu, nie mogąc sobie odmówić lekkiego zadarcia głowy w górę. Nie na tyle, by mój kaptur miał spaść z głowy, ale teraz łatwiej patrzyło mi się na jego twarz. Podobała mi się, było w niej coś, co błagało, bym nie zapomniała żadnego fragmentu, jaki znajduje się przed moimi oczami. Coś, co wypalało się w mojej głowie, zachłannie wdzierając się w moje myśli. Takich twarzy się nie zapomina, a on... nawet nie widział mojej. Ekscytowało mnie to. Taka niesprawiedliwość, której zwykle to ja doświadczałam, a teraz, z mojej własnej ręki smakował jej ktoś inny. Och, była to niebezpieczna myśl, ale taka kusząca, wprawiająca w samozadowolenie, mimo wciąż rosnącej niepewności.
    - Albo, że ja sama nie zrobię ci do tego czasu krzywdy - uniosłam na sekundę brwi, czego zobaczyć nie mógł, a potem wypuściłam powietrze z płuc, w cichym rozbawieniu. Zwilżyłam swoje usta, nie spiesząc się z doborem słów. Był teraz blisko, a ja czułam się pewniej, mając go przed sobą. - Nie wiesz kim dokładnie jestem, być może za bardzo pospieszyłeś się z podziałem ról - zniżyłam nieco głos, nadałam mu nawet lekko uwodzicielskiego tonu, którego nauczyłam się w barze, w jakim pracowałam. Obserwacje, chęć zrozumienia ludzkich uczuć, doświadczenia ich, to wszystko pozwoliło mi wypracować sobie szereg zachowań, w jakich czułam się naprawdę dobra. Wiedziałam, jak na nie działają ludzcy mężczyźni i byłam ciekawa, jak zareaguje on. - Bo widzisz, Logan... - kontynuowałam, delikatnie poruszając przy tym palcami, głównie po to, by dostarczyć do nich krwi, skoro nadal unosiłam dłonie. - Nieznależnie od tego, jak niebezpieczny jesteś, ja na rolę ofiary się nie piszę. Jeśli chcesz ze mną rozmawiać, myślę, że powinniśmy to ustalić z góry - zakończyłam, a moją twarz ozdobił szeroki uśmiech. 
      Nie znał mojego daru, więc to była moja przewaga. Obawiałam się też, że kimkolwiek nie jest, w walce wręcz by wygrał. Musiałam zatem poznać go jak najlepiej, a teraz, gdy dane mi było wierzyć, że póki co naprawdę jestem bezpieczna, mogłam sobie na to pozwolić. Może faktycznie, kolejne spotkanie nie było głupie. Intrygowałam go, chciał się o mnie dowiedzieć więcej, a to oznaczało, że mogłabym nieco naciągnąć fakty. Postawić się z innej strony. Ta myśl uderzyła we mnie nagle, a przecież byłą dość oczywista. W każdym razie wywołała ekscytację, bo oto w mojej głowie zaczął kształtować się plan. 
    - To nie jest trudne, mój drogi - złożyłam palce dłoni, rozprostowane zostawiając jedynie wskazujące, tak, że dość jednoznacznie pokazywałam teraz na niebo. Nawet nieco odgięłam głowę w górę, aby jeszcze to podkreślić. - Nie przysłaliby mnie tutaj, gdyby miał mnie wykończyć byle kto - mruknęłam, a potem pozwoliłam sobie na zabarwienie głosu fałszywym poczuciem winy. - Och, to nie miała być obelga, mam nadzieję, że mi wybaczysz. Zwyczajnie nie wiem jeszcze, jak mam cię oceniać, ale liczę, że pomożesz mi siebie poznać - dodałam z zawadiackim uśmieszkiem. 
     Przecież nie mam na twarzy napisane, że uciekłam. Jeśli będę udawać, że zostałam tutaj przysłana, to być może o wiele łatwiej będzie mi złapać z nim jakiś kontakt. Dowiedzieć się kim jest, mało tego, ile jemu podobnych mogę spotkać w mieście, czy Niebo już trąbi o mojej ucieczce. Och tak, Logan mógł się okazać bardzo dobrym źródłem informacji, jednakże czerpanie z niego nie będzie łatwe, tego byłam świadoma. Póki co jednak, był jedyną nadzieją na dowiedzenie się na czym dokładnie stoję, skoro i tak doszło do naszego spotkania, nie mogę tak po prostu z niego zrezygnować. 
       - Więc jak? Gdzie mnie zaprosisz na następną randkę? Ostrzegam, że jestem wybredna - ponagliłam go nieco, chcąc póki co nie dawać nam sposobności na zatrzymywanie się przy temacie, który wskazywał na to, że zostałam tu wysłana z Nieba. Musiałam to sobie na spokojnie ułożyć w głowie, więc póki co wolałam udawać, że nie jest to kwestia szczególnie istotna, by nie wyszło na jaw, jakie to wierutne kłamstwo. - Może, jak się postarasz, pozwolę ci dożyć trzeciej - dodałam grzecznie, znów uśmiechając się, tym razem, jak mniemam bardzo pięknie. Szkoda, że nadal niewiele mógł zobaczyć. Teraz jednak najważniejsze było zasiać w jego głowie myśl, że szala wcale nie jest przechylona na jego korzyść. Musiałam w jego głowie wypalić obraz kobiety silnej, której potęgi nie znał, bo w przeciwnym razie będzie mną sterował, jak marionetką, a na to nie mogłam mu pozwolić. 

@GT - Tyler