sobota, 11 sierpnia 2018

V



       Próbowałam zapanować nad oddechem, który przyspieszył podczas mojej ucieczki. Ciało było ograniczone, a ja nie miałam nad nim takiej kontroli, jaką bym chciała. Nie mogłam po prostu żądać od siebie całkowitej ciszy, dlatego też wolną dłoń przyłożyłam do ust, z których z każdym oddechem uwalniał się świst. Przynajmniej na razie musiałam przemieszczać się w taki, a nie inny sposób, dopóki się nieco nie uspokoję, ale to nie było łatwe. 
       To, co czułam musiało graniczyć ze strachem, o ile już na niego nie nachodziło. Nie wiedziałam kto mnie gonił, ale miałam pewność, że nie był to zwykły człowiek, a zatem kimkolwiek ta istota by się nie okazała, powinnam się obawiać. Dlaczego więc nie pomyślałam o tym wcześniej? Kilkanaście dni temu, wystarczyło wówczas zaszyć się gdzieś i nie szukać, ale coś kazało mi postąpić inaczej. Teraz wiedziałam, że tym czymś była głupota. 
       Powoli stawiałam kroki, w końcu uznając, że mogę odsłonić usta. Mimo, że oddech miałam stosunkowo spokojny, serce nadal waliło mi o żebra, jak u rannej zwierzyny, którą goniło stado wilków. W prawdzie w mojej sytuacji wilk był tylko jeden, aczkolwiek nie znając jego możliwości, nie powinnam niczego zakładać. 
       Gdy jego głos po raz pierwszy rozniósł się między przyczepami, zamarłam, jakby już doskonale wiedział, gdzie mnie szukać. Zdałam sobie sprawę z tego, jak ułomna jestem w sztuce ucieczki. Nic dziwnego, cały swój żywot spędziłam pod pieczą innych, teraz natomiast musiałam podejmować decyzje, wybierać kierunki, szukać wyjścia. Korciło mnie, aby mu odpowiedzieć, irytowała mnie ta nonszalancja, to, że w naszym układzie ja uciekałam, a on gonił. Taki podział ról dawał nieznajomemu na starcie przewagę, a przecież powinniśmy zaczynać tą znajomość z tego samego miejsca, aby było sprawiedliwie. Chociaż w aktualnej chwili, wolałabym w ogóle o wspólnej znajomości nie myśleć. 
       Prychnęłam cicho i na całe szczęście w tej samej chwili jakiś szczur niedaleko narobił hałasu. Winna? Nic nikomu nie byłam winna, jakim prawem się upominał? Zatem oboje zauważyliśmy wtedy nasze aury. Być może nie przejęłaby mnie ta myśl aż tak, gdyby nie słowo "złapać". Na sam dźwięk tego zwrotu robiło mi się niedobrze, a po grzbiecie przebiegał mi nieprzyjemny dreszcz. Złapać, uwięzić, ukarać. Odbijało się to echem w mojej głowie, nie dawało spokoju i chociaż póki co byłam tutaj bezpieczna, już niemalże czułam, że oto moja wolność dobiega końca. Nie mogłam na to pozwolić, musiałam dostać się do swojego motoru i być może ten nagły zryw do działania nie był najmądrzejszym krokiem. Nie przemyślałam tego, zadziałała panika, potrzeba rzucenia się biegiem, rezygnacji ze skradania się na oślep. Nie mogę dać się złapać - tylko to się dla mnie liczyło, paradoksalnie, to właśnie to pragnienie zadrwiło ze mnie w bardzo bliskiej przyszłości. 
       Wszystko wydarzyło się szybciej, niż myślałam. Wydawało mi się, że zaraz wybiegnę zza wielkiego pojazdu, a niezależnie od tego, kogo tam zobaczę, uderzę go z rozpędu kluczem i pobiegnę przed siebie. W biegu wyciągnę kluczyki, kiedy znajdę się pośród motorów, przywrócę je niczym domino i odjadę, zanim nieznajomy zdąży pomyśleć jak uruchamia się jednoślad. Tak wyglądało to w mojej głowie i nie miało żadnego pokrycia z tym, co się wydarzyło. 
       Nie mogłam się ruszyć, a nim szarpnęłam się mocniej, poczułam, że ktoś mnie łapie. Całe moje ciało z miejsca się spięło, doskonale czując aurę, która niemalże mieszała się z moją własną. Było to dziwne, znajome, budzące niepokój, ale i na swój sposób przyjemne, jakby coś we mnie tęskniło do tego uczucia, chciało się w nim zatracić. Czy taki miał dar? Mieszał mi w głowie? Powinnam go z miejsca wyciszyć, ale byłam zbyt skołowana, moja moc wymagała spokoju, a daleka od tego byłam, zasadniczo ledwo się trzymałam. 
       Moja broń została mi zabrana, bliskość mężczyzny paraliżowała moje ciało, a jego głos przy moim uchu wywoływał kolejne dreszcze. Musiałam wziąć się w garść, kimkolwiek był. Na pewno jego ciało samo w sobie było silniejsze, czułam to już po samym sposobie, w jaki zaciskał rękę na moim nadgarstku, ale nie tylko. Był blisko, przylegał do mnie, czułam, że jest postawny, w powietrzu dało się wyczuć nieznany mi zapach, który budził nostalgię. Musiał pochodzić od niego. 
       Czy tutaj miała się skończyć moja historia? Kim o był? Sama byłam ciekawa, ale z tego co rozumiałam, najwyraźniej to nas nie różniło - oboje nie wiemy z kim mamy do czynienia, czyż nie? Zabawne, że dopiero teraz skojarzyłam te fakty. To musiała być moja szansa, której nie mogłam zaprzepaścić, dlatego nie należało postępować pochopnie. Ja sama musiałam uspokoić się na tyle, aby móc zaczerpnąć ze swojej mocy, chociaż jej efekt byłby lepszy, gdybym go zdenerwowała. 
       - Nie bardziej niebezpieczna, od towarzystwa w jakim się znajduję, prawda? - odezwałam się w końcu, robiąc co w mojej mocy, aby głos mi nie zadrżał. Pochyliłam nieco głowę w dół, póki kaptur ją zasłaniał, nie zamierzałam sobie odbierać tej osłony, chociaż ta aura, cała jego osoba... chciałam ponownie mu się przyjrzeć, tej twarzy, która wywoływała we mnie nieprzyjemny dyskomfort. Jakbym powinna coś dostrzec, chociaż nic nie jest dla mnie wiadome. 
       - Nic ci nie jestem winna - dodałam po chwili, uznając, że skoro teraz i tak wpadłam już w jego sidła, to mogę sobie pozwolić na tą uwagę. - Kimkolwiek jesteś, dobrze ci radzę, puść mnie, nim stanie się coś, czego wolałbyś uniknąć - no dobrze, może z początku nie planowałam mu grozić, ale mimo wszystko trudno było w podobnej sytuacji postępować zgodnie z jakimkolwiek planem. W zasadzie nigdy nie rozpatrywałam takich scen, więc musiałam improwizować i nie szło mi to najlepiej, jak widać. 
       Musiałam go wybadać, zrozumieć ile wie, jakie ma zamiary, albo po prostu skupić się na czymś, w oczekiwaniu na dogodną na ucieczkę sytuację. Bez klucza czułam się odsłonięta, do wojowników nie należałam, więc mimo, że w głowie miałam spektakularne wizje kopnięcia z pół obrotu, byłam świadoma tego, że nic podobnego mi się nie uda. Że też przez cały ten miesiąc nie wzięłam tego pod uwagę i mimo to postanowiłam go szukać. Czego się spodziewałam? Że zobaczę kim jest, porozmawiamy na spokojnie, zaprzyjaźnimy się? Doprawdy nie wiem, co mną kierowało, byłam taka zła na siebie, a to nie sprzyjało odzyskiwaniu panowania nad swoją mocą. 
       - Myślę, że zaszło nieporozumienie - a może spróbować tak? Ta myśl narodziła się nagle, przecież dookoła są ludzie, nie może mi tak po prostu zrobić krzywdy. Nie wyciągnie mnie też stąd za kudły, a przynajmniej taką miałam nadzieję. Dlaczego by nie poudawać głupiej? - Nie wiem czego ode mnie chcesz, ani dlaczego mnie goniłeś, ale jeśli natychmiast mnie nie puścisz, zacznę krzyczeć - oznajmiłam śmiertelnie poważnym tonem, takim pełnym determinacji. 
       Nie miałam złudzeń, on nie był człowiekiem, bo przecież ludzie nie posiadają takiej aury, tak wyrazistej, napierającej na moją świadomość. Przełknęłam ślinę i nie wytrzymałam już w spokoju. Szarpnęłam się w przód, czując, że za moment moje pełne logiki spostrzeżenie o braku umiejętności bitewnych mnie opuści. Liczyło się tylko to, aby jakoś zwiększyć między nami dystans, bo jego bliskość tylko potęgowała uczucie niepewności, które obejmowało mnie całą, od palców stóp, po sam czubek głowy. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś takiego, a co najdziwniejsze, nie wiedziałam, czy nazywanie tego nieprzyjemnym nie było niepoprawną klasyfikacją. Wszystko, co wiązało się z mężczyzną obejmującym mnie od tyłu póki co było dla mnie zagadką, a chociaż marzyłam o tym, by znaleźć się w bezpiecznej od niego odległości, w mojej głowie kiełkowała chęć poznania tajemnicy, jaką skrywał nieznajomy. 
@GT - Tyler