poniedziałek, 13 sierpnia 2018

VII




      Otaczające nas blaszane konstrukcje ciężarówek, tłumiły, ale też roznosiły cichym echem dźwięki, jakie bez wątpienia dobiegały z miejsca startu, na którym odbywał się wyścig. Z perspektywy obecnej sytuacji nie mogłam uwierzyć, że nadal jestem na tym samym zlocie, co chwilę temu. Wszystko zmieniło się w krótkim czasie. Przyjechałam tutaj pełna determinacji, świadomie poszukująca właściciela aury, która nie dawała mi spokoju, a teraz, gdy ten znajdował się za mną nie było już we mnie tej pewności siebie. Czy dałam się podejść? Może boska opaczność w końcu zaczęła działać. Czy mężczyzna stojący za mną był karą, jaką zgotowało dla mnie Niebo? Jeśli tak, to poszło mu stanowczo zbyt łatwo, sama złożyłam swoje ciało w jego ręce, w przenośni i dosłownie. 
       Dziwna to była bliskość, jakby jego obecność napawała mnie strachem, fascynacją i czymś jeszcze, czego nie potrafiłam nazwać. Nic w tej chwili nie było poprawne, a jednak czułam, jakby tak właśnie miało być. Czy to poczucie winy podświadomie dawało mi znać, że być może sama chciałam zostać złapana. Może ksiądz Patrick miał racje, Bóg mnie nawoływał, a ja nie chciałam go słuchać, jednocześnie wierząc, że Ten naprawi moje winy, sprowadzi mnie do domu, nim okażę skruchę. Wszystko to pięknie brzmiało w mojej głowie, ale z każdą mijającą sekundą czułam, że dorabiam sobie teorię, próbując pominąć napływające do mnie fakty... takie, jak jego zapach. Przecież przez ten miesiąc poznałam już niejeden, ładniejsze, brzydsze, przyjemniejsze... dlaczego więc ten należący do nieznajomego, tak mieszał mi w głowie? Był inny, niż wszystkie, nowy, a przy tym znajomy. Jakby przywodził na myśl coś odległego, ale nie mogłam połączyć tego z żadną wyraźną wizją. Pozostawała jedynie dotkliwa myśl, że coś stale mi umyka. 
       Jego śmiech pozwolił mi powrócić do chwili obecnej i było to potrzebne. Musiałam zacząć myśleć trzeźwo, być może mój aktualny stan był powodem jakiegoś podstępu? Może miał zdolności, które pozwalały mu mieszać w głowie ofiary? Jeśli tak, tym bardziej powinnam trzymać się na baczności, a raczej zrobić, co w mojej mocy, aby zwiększyć między nami dystans. 
      Wypuściłam powietrze z płuc, kiedy dotarły do mnie jego słowa. Korciło mnie jakoś odpyskować, ale w zasadzie miał rację. To ja zaczęłam uciekać i do diabła, gdybym nie pomyliła dróg, nie żałowałabym tej decyzji! Przełknęłam dzielnie wytknięty błąd, niechętnie i tylko w myślach przyznając mu rację. Spięłam się mocniej, kiedy jeszcze ściślej moje ciało przylgnęło do niego. Ten zapach! Musiałam wstrzymać oddech, odruchowo zaciskając oczy, czego dostrzec nie mógł. Zabawa? Bawiło go to? Ta myśl tylko bardziej utwierdzała mnie w pewności, że ktokolwiek to jest, jego obecność nie będzie dla mnie przychylna. Z jednej strony brzmiał, jakby wysłano go na poszukiwania, a z drugiej nie mogłam uwierzyć, że Niebo posłało za mną kogoś takiego. Czy można zatem przypuszczać, że nasze spotkanie było jedynie przypadkiem? Jeśli tak, miałam jeszcze szansę i przy tej nadziei zamierzałam się trzymać. 
         - Zapamiętam - odezwałam się w końcu, czując, jak zwalnia uścisk. Wtedy też wzięłam głębszy wdech, dopiero teraz zauważając, że od jakiegoś czasu skąpiłam sobie powietrza. Zabawne, na plecach poczułam chłód i mogłabym przysiąc, że był on nieprzyjemny. Ta myśl jednak należała do na tyle absurdalnych, bym bez problemu odegnała ją od siebie. Musiałam trzymać się na baczności, ale mimo dziwnej nostalgii, gdy nie trzymał mnie w ramionach o wiele łatwiej było mi zdobyć się na pewność siebie. Warte zapamiętania spostrzeżenie. - W takim razie cofam groźbę, co by się nie działo, nie zmusisz mnie do krzyku - dodałam spokojnie, chociaż było w tym swojego rodzaju wyzwanie. Gdyby chciał mnie zabić, zrobiłby to od razu, gdyby miał mnie ściągnąć do Nieba, już bylibyśmy w drodze, a jednak nadal trwaliśmy między ciężarówkami. To na powrót zmusiło mnie do zadania sobie pytania, które męczyło mnie nie od dziś... kim ty do cholery jesteś?
         Usłyszałam świst i spojrzałam w niebo, otwierając szerzej oczy. Już dostałam część odpowiedzi - na pewno nie był to wysłannik Nieba. Serce zabiło mi szybciej, a myśli pobiegły w stronę tłumów. Ktoś mógł ucierpieć, dotkliwie. Jak on śmiał? Bawiło go to? 
         Zrobiłam dwa kroki w przód, słysząc, że i on się odsuwa. Nie zaczęłam uciekać, czekałam na to, co ma do powiedzenia. Ciekawość chyba powoli brała górę nad zdrowym rozsądkiem. Przedstawił się, a ja pozwoliłam sobie czekać w ciszy. Nie spieszyłam się, dając sobie tyle czasu, ile potrzebowałam, aby moje serce ponownie przetaczało krew w miarowym tempie. Kiedy miałam już pewność, że moja postawa nie ma sobie nic do zarzucenia ostrożnie skrzyżowałam ze sobą nogi, a następnie płynnie je przekręciłam, tym samym odwracając się do niego przodem. Nie miałam już na sobie chustki, ale kaptur nadal skrywał część mojej twarzy. Nie mniej jednak bezczelny uśmieszek mógł zobaczyć. Mogłam się bać, trząść i błagać, gdyby nie dał mi do zrozumienia, że właśnie to go kręci. Nie po to uciekłam ze swojego więzienia, aby grać według cudzych zasad, nawet w obliczu mojej kary. Oczywiście, bałam się jej, ale to nie tak, że nie brałam jej pod uwagę, gdy opuszczałam niebo. 
        - Lana Gold - zaakcentowałam każdą sylabę, a następnie prychnęłam. - I dla twojej wiadomości, mam ciało młodej kobiety, nie byle nastolatki, widocznie nie spędziłeś na ziemi wystarczająco dużo czasu, aby zauważyć pewne różnice - dodałam, mrużąc oczy, czego nie mógł zobaczyć. 
       Możemy porozmawiać, dowiedzieć się czegoś więcej. Nie spuszczę z ciebie wzroku, a kiedy uznam to za potrzebne, uspokoję cię lepiej, niż końska dawka narkotyków, jakie ludzie w miejscach takich, jak te chętnie zażywali. Taki mój prezent, skoro już się zapoznaliśmy. W sumie dobrze, że mnie złapał, że dałam się tak podejść, że miał przewagę, gdy ja zbierałam siły. Być może już miał mnie za słabą, zbłąkaną kruszynę. Cóż, może nawet nie pomylił się, aż tak dotkliwie, ale moja wola pozostania na wolności była zbyt duża. 
        - Mam propozycję, Logan - uniosłam ręce na wysokość swojej głowy, jakbym chciała pokazać, że się poddaję, czy raczej nie mam złych intencji. On na pewno był niebezpieczny, nagłe prowokowanie go nie było mądre, musiałam dobrze rozegrać tą rozmowę, jeśli chciałam wyjść z niej cało, szczególnie, że ten facet miał nade mną przewagę. - Być może zaczęliśmy naszą znajomość w nienajlepszy sposób. Ja zaczęłam uciekać, ty mnie gonić i to dało nam złudne wrażenie bycia po przeciwnych stronach - podczas tej wypowiedzi zwiększyłam panujący między nami dystans o kolejne dwa kroki. - Masz racje, zauważyłam ciebie kilka dni temu i przyznaję, pojawiłam się tutaj tylko z twojego powodu. Widzisz więc, można powiedzieć, że jesteśmy kwita, raz to ja złapałam ciebie, raz ty mnie - zażartowałam w dość ponury sposób. - Oczywiście możemy teraz urządzić sobie pojedynek, w którym obiecuję, nie pozostanę tak bierna, jak przed chwilą. Pytanie tylko... po co? - ponownie kącik moich ust drgnął. 
         Zwilżyłam delikatnie wargi, wzięłam głębszy wdech. 
      - Nie chcesz robić mi krzywdy... - to nie było pytanie, ale też dość dużo stawiałam na szali szczęścia takim stwierdzeniem. - Jesteś tak samo zaintrygowany, jak ja. Jeśli więc powiesz mi kim jesteś, być może będę grzeczna niczym aniołek i odpłacę tym samym - dodałam patrząc z ukrycia w jego oczy. 
      Przechyliłam delikatnie głowę na bok. To było takie dziwne. Nie wiedziałam o nim nic, nie znałam go, a jednak... dlaczego nawet w ciemności jego spojrzenie było takie znajome, takie wyraźne? Nagle uderzyła we mnie ponownie myśl, że dobrze było mi w jego ramionach. Cóż, za absurd. Niebezpieczny absurd. Odruchowo szarpnęłam się o kolejne dwa kroki w tył i przełknęłam ślinę. Musiałam trzymać nerwy na wodzy, tym bardziej, że nie rozumiałam, co się ze mną dzieje. Z drugiej strony nigdy wcześniej nie spotkałam na Ziemi kogoś z taką aurą, jak jego. W głowie odezwał się cichy głosik, który od początku podszeptywał z kim mam do czynienia, ale bardzo chciałam go ignorować. Jakbym nie dopuszczała do siebie myśli, że oto rzeczywiście spotkałam kogoś, kto nie przez nasz pościg, a o wiele istotniejszy podział, stał po innej stronie, niż ja.
@GT - Tyler