Pamiętam dokładnie swój pierwszy dzień na Ziemi. Byłam przerażona, a w oczach każdej mijanej osoby widziałam istotę gotową mnie ukarać, potępiać, ściągnąć z powrotem do Nieba. Czułam się, jak zaszczute zwierze, bardzo żałowałam swojej decyzji i była we mnie olbrzymia chęć powrotu, upadku na kolana i błagania o wybaczenie. Byłam wtedy słaba, a poczucie winy silniejsze, niż mogłam przypuszczać. Byłam sama i nie wiedziałam, skąd czerpać pomoc. Kryłam się, nie wychodziłam do ludzi, aby zwalczyć to uczucie, zadbałam o to, by mieszkanie, jakie dla siebie znalazłam przypominało więzienie, jakie niegdyś stworzył dla mnie Pan. Sądziłam, że winy, których się dopuściłam będą mniej dotkliwe, jeśli duszą będę w swoim domu. Z perspektywy czasu dotarło do mnie, że takie zachowanie nie miało nic wspólnego ze szlachetnością... byłam tchórzem. Dzień za dniem uczyłam się nieco więcej, oddychałam trochę spokojniej, głębiej, aż w końcu przestałam myśleć o powrocie, bo przecież zrobiłam coś, czego skrycie pragnęłam od tak dawna.
Kimkolwiek był stojący przede mną mężczyzna, nie mógł tego wiedzieć. Być może, gdybym mu opowiedziała o mojej przeszłości, wyśmiałby ją. Nikt, kto nie doświadczył podobnych przeżyć, nie był w stanie ich zrozumieć. Nauczono mnie tego jeszcze w Niebie, w domu, który winnam kochać, a który robił mi za więzienie. Gdy pilnowano, bym nigdy go nie opuściła, a w oczach innych na zawsze miałam być grzesznicą, która zdradziła Stwórcę. Tutaj było inaczej, bo jeśli ktoś patrzył na mnie z pogardą, najczęściej miałam świadomość, że naprawdę na nią zasługuję, bo być może znieważyłam rozmówcę. Tam, skąd pochodziłam większość oceniała mnie, nie zamieniwszy ze mną słowa. Być może Logan też by tego nie zrobił, wiedząc kogo ma przed sobą.
Z drugiej strony, interesowało mnie, jak daleko zaszły moje winy, czy ktoś taki jak on słyszał o cudownej boskiej córce, która miała żyć przy Ojcu, niczego miało jej nie brakować, a mimo to postanowiła go zdradzić. Czy stojący przede mną mężczyzna, znając przewinienia zlęknionej panny, jaką mimo swojej aktualnej pewności siebie byłam, uśmiechnąłby się, czy skrzywił z dezaprobatą? Rozmawiałby ze mną, czy natychmiast ukarał? Z jakiegoś powodu... bardzo nie chciałam tracić przy nim złudnej anonimowości. Cokolwiek mnie do niego przyciągało, cichym głosem prosiło, abym nie przerywała tego uczucia. Być może to samolubne, ale muszę go okłamywać, jeśli chcę go poznać, a co do tego, mimo dumy, która nie pozwoliłaby mi przyznać się na głos, nie miałam już wątpliwości.
Uniosłam delikatnie brwi, słuchając tego, co miał mi do powiedzenia. Przyznaję, całkiem dobrze radził sobie z moimi słowami, miałam wrażenie, że rozmowa z nim będzie największym wyzwaniem, z jakim dotychczas dane byłoby mi się zmierzyć. To dobrze, jeśli już mam się bawić z ogniem, niech chociaż będzie to interesujące. Gdy uznam, że sobie nie radzę, zadbam o to, by ze spokojem pozwolił mi uciec, przełknę porażkę, ale przynajmniej wyjdę z tego cała.
Nie poruszyłam się, kiedy podchwycił moje słowa odnośnie tego, skąd jestem. Jednocześnie ja sama starałam się zauważyć w nim coś, co mogłoby mnie nakierować na jego pochodzenie. Liczyłam, przyznaję, że zdradzi mi je bezpośrednio, ale sama jego postawa dała mi do zrozumienia, że nie zamierza grać według moich kart. Cóż, należy sobie to zapamiętać, nie był jak pijani mężczyźni z baru, w którym pracowałam, którzy za uśmiech i chwilę rozmowy gotowi byli zaoferować naprawdę dużo.
Może to moje wrażenie, ale atmosfera zmieniła się nieco. Poczułam, że moja pewność siebie słabnie, ale nie dałam tego po sobie poznać. Najpewniej taki widok zdradziłby nazbyt wiele. Czy dobrze rozumiałam? Teraz on mi groził i jeszcze przedstawiał to tak, jakbym zasłużyła na karę? Miałam ochotę zapytać kim jest, aby mi je dawać, ale ugryzłam się w język, pozwalając mu dokończyć. Przyznaję, serce przyspieszyło, jak wtedy gdy trzymał mnie dociśniętą do siebie, a ja znów ostrzegłam siebie w myślach. Nie mogę go lekceważyć, nawet znając swój dar.
Wzięłam głębszy wdech, kiedy się odwrócił. Z początku nie wiedziałam o co mu chodzi, ale podjął ponownie temat, a ja powoli pokiwałam głową. Przez chwilę bałam się, że czytał mi w myślach, w końcu sama wcześniej o tym myślałam, ale nic na to nie wskazywało. Dziwny zbieg okoliczności, nic więcej. Z resztą cała nasza znajomość, jesli można było to tak nazwać, na tym się opierała.
- Mówisz o zastawianiu pułapki i liczysz, że sama się po nią zgłoszę? - zapytałam spokojnie, patrząc na numer, zapamiętując. Co, jak co, ale pamięć miałam doskonałą i nawet cieszyło mnie to, że od jakiegoś czasu byłam posiadaczką telefonu, raczej nie chciałam przed nim pokazywać się w roli kogoś, kto takowego nie posiadał. Uśmiechnęłam się delikatnie. - Zwykle mężczyźni są tutaj dla mnie milsi, a przynajmniej nie oferują tortur niemalże z uśmiechem na ustach - powiedziałam na wydechu.
Dałam sobie chwilę, musiałam dojść do siebie, zrobiłam trzy kroki w tył, patrząc na niego przy tym. Nic nie wskazywało na to, że miałby znowu zacząć mnie gonić. Sam dał mi do zrozumienia, że to koniec naszego spotkania. Opuściłam ręce, wsuwając kciuki w szlufki skórzanych spodni.
- Nie chcę odbierać ci ciekawszej rozrywki, w końcu w Niebie i Piekle podobnych widowisk nie ma, niezależnie skąd pochodzisz, lepiej idź tracić swój czas na to po co tutaj przyjechałeś. Ja swój cel mam już odhaczony - starałam się powiedzieć to spokojnie, chociaż przyznaję, sama nazwa miejsca, do którego strąca się Upadłych... źle na mnie działała. Bolała w przełyk. Przywodziła na myśl wspomnienia, które trawiły mnie żywym ogniem. Ostrożnie odwróciłam się i zaczęłam odchodzić, ale nim zniknęłam za blaszaną przyczepą, przystanęłam jeszcze, uśmiechnęłam się sama do siebie, a dopiero potem odwróciłam się przez ramię.
- Miło było ciebie poznać, Loganie. Mimo wszystko - oznajmiłam. - Do zobaczenia następnym razem, jestem pewna, że się dogadamy. Ja przestanę się chować pod kapturem, a ty być może oszczędzisz mi cierpienia. Ostatecznie dość delikatna ze mnie kobieta - skinęłam mu głową i weszłam za przyczepę, a potem, niewiele myśląc, rzuciłam się biegiem.
Dotarcie do motoru było moim priorytetem. Brawura opuściła mnie w chwili, w której zdałam sobie sprawę, że jestem sama. Nogi się pode mną ugięły, musiałam kucnąć przy czarnej, sportowej maszynie ze złotymi wykończeniami. Trzęsły mi się dłonie, to takie ludzkie. Adrenalina, jaka przy tamtej istocie trzymała mnie w ryzach, teraz straciła swoje cudowne działanie. Było mi niedobrze i musiałam odetchnąć, analizując jeszcze raz wszystko czego się dowiedziałam. Chyba niczego. Cholera jasna! Mimo wszystko nadal byłam w jednym kawałku, ale przecież widziałam w jego oczach, że gdyby chciał, mógłby mnie skrzywdzić. Jeśli nie chce, to muszę jak najdłużej to wykorzystać. Może rozsądnie byłoby wyjechać z miasta? Coś w jego postawie mówiło mi, że to nic nie da. Jakby faktycznie w chwili mojej ucieczki miało rozpocząć się polowanie, które przegram bez wątpienia. A zatem wyjście było tylko jedno, musiałam zostać i zobaczyć, jak sprawy się potoczą. Zasadniczo nie miało być to aż takie trudne. W końcu on sam mnie intrygował i jeśli wcześniej sądziłam, że jego panoszenie się po moich myślach zelżeje wraz z naszym spotkaniem, to się myliłam. Dopiero teraz miałam się dowiedzieć, jak zajmujący może być Logan Specter.
Wróciłam do siebie dość późno, nie mogąc zasnąć, ani się uspokoić. Spałam do późna, aby jakoś zwalczyć zmęczenie, a może raczej chęć napisania do niego. Dlaczego to ja musiałam się odzywać? Śmieszne było to, że naprawdę o tym myślałam, a może raczej absurdalne. W pracy wcale nie było łatwiej. Rozkojarzenie dawało się we znaki i chyba widział to każdy, bo ostatecznie wchodząc na zaplecze zostałam złapana przez mojego szefa.
- Lana, co jest? - podskoczyłam odwracając się przez ramię.
- Nic, dlaczego pytasz? - uśmiechnęłam się delikatnie spoglądając na mężczyznę stojącego w drzwiach. Był miły, wysoki, przystojny. Lubiłam Dylana. Był chyba najbliższym mi reprezentantem płci męskiej, z jakim miałam do czynienia.
- Nie udawaj. Zachowujesz się jak śnięta, Skylar też to zauważyła - wspomniał imię drugiej barmanki. No cóż, nie mogłam się z nim wspierać chyba, ale też nie zamierzałam się tłumaczyć. Poza tym moje myśli zaczęły krążyć wokół czegoś całkiem innego.
- Posłuchaj, możesz mnie objąć? - zapytałam nagle, bez pardonu, nie widząc w tym nic złego, na co on zrobił wielkie oczy.
- Że co?
- Od tyłu, z ręką na moim brzuchu - wyjaśniłam, podchodząc do niego po tym, jak odstawiłam na bok skrzynię z piwem.
- Lana, przecież wiesz, że ja ten... kobiety nie bardzo. To znaczy, uwielbiam ciebie i Skylar - podniósł nieco dłonie, wycofując się, a ja prychnęłam rozbawiona jego postawą.
- Dylan, luz! Nie chcę cię zgwałcić - burknęłam, ale w zasadzie teraz do mnie dotarło, że to wszystko nie miało sensu. Zauważyłam jego pytające spojrzenie i miałam już pewność, że więcej mieszać w tej rozmowie nie mogłam. Powiedzieć wprost też nie mogłam, więc należało improwizować.
- Poznałam wczoraj kogoś... faceta w sensie. Złapał mnie tak i od tamtego czasu nie mogę zapomnieć jego dotyku, to było bardzo dziwne - wyjaśniłam, krzywiąc delikatnie czoło. Odruchowo wróciłam do wczorajszego wieczoru. Dla mnie sprawa była poważna, sądziłam, że dla Dylana również taka będzie, ale kiedy podniosłam na niego spojrzenie, ten uśmiechał się głupkowato.
- Hohoho! O żesz kurwa, w końcu znalazł się jakiś godny? Mówiłaś już Skylar? Spałaś z nim? - tym razem on do mnie podszedł, a akurat podobne tematy w tym barze śmiało mogły uchodzić za ulubione.
- Co? Mówię, że poznałam wczoraj!
- No tak, zapomniałem, że jesteś z porządnych - uśmiechnął się sugestywnie. - Ale macanko już było i nie dostał po pysku, więc do czegoś to zmierza.
- To nie tak. Z resztą, bo chuj ja ci o tym mówiłam - burknęłam niezadowolona.
- Jak niegrzecznie, widać, że coś jest na rzeczy, skoro klniesz.
- Wszyscy tu klną.
- I pieprzą się po kiblach, ale ty nie. No dobra, więc opowiadaj. Dobra dupa? Fajny? Umówiliście się już? - oczywiście wszystko opacznie zrozumiał, ale czego mogłam się spodziewać? Wyjaśnić i tak mu niczego nie mogłam.
- Mówię ci, że to nie tak, jak myślisz. Sprawa jest bardziej skomplikowana, po prostu chciałam coś sprawdzić, ale już nieważne. Zostawił mi swój numer i tyle, rozstaliśmy się w zgodzie, ale męczy mnie ten typ - znów sięgnęłam po skrzynię, mijając go i wychodząc z zaplecza, a ten debil szedł za mną.
- No to na co czekasz? Jak się nazywa? Napisz do niego - biadolił mi nad uchem. Naprawdę chciałabym móc się z nim ekscytować, czuć to, co odczuwają wszystkie bohaterki książek i filmów, które tak namiętnie poznaję. Tylko, że nie rozmawialiśmy o księciu z bajki, a o kimś, kto mógł mi zrobić krzywdę i porządnie namieszać w moim obecnym życiu. Gdyby Dylan wiedział, że facet, którym już się zdążył podjarać nie pochodzi z Ziemi, najpewniej uznałby mnie za wariatkę i jeszcze zwolnił.
- Nazywa się Logan i nie będę pisać, przynajmniej na razie. Z resztą co miałabym mu napisać? - machnęłam na niego ręka, a potem odeszłam, bo przed barem zebrała się dość duża kolejka.
Sądziłam, że może, gdyby inny facet mnie złapał w ten sam sposób, poczułabym to samo i przestała tak roztrząsać scenę ze wczorajszej nocy. Przynajmniej wierzyłam, że takie zagranie by mi pomogło. Szkoda tylko, że mój szef był takim upierdliwym gejem. Uwielbiałam go za to, wprowadzał swobodę, dzięki czemu szybko się tutaj odnalazłam, ale jednak teraz nieszczególnie było mi na rękę, aby napastował mnie z tym telefonem. Wolałam skupić się na swojej pracy i ta faktycznie mnie pochłonęła. Nie przeszkadzało mi nawet to, że Dylan zaraz o wszystkim powiedział Skylar, która też uśmiechała się do mnie głupio, ale nic nie mówiła, chociaż tyle.
Zdążyłam już nawet zapomnieć o rozmowie z zaplecza, gdy zobaczyłam, jak tamta dwójka chichra się niczym dwójka gówniarzy, a przecież to ja byłam tutaj najmłodsza. Przynajmniej w teorii, o tym wiedzieć nie musieli.
- O co wam chodzi? - nie wytrzymałam, korzystając z chwili luzu. Spojrzeli po sobie, cicho przekomarzając się kto ma mi powiedzieć, aż w końcu Dylan wyciągnął zza siebie telefon. Mój telefon. Zrobiłam wielkie oczy i przełknęłam ślinę. - Błagam, powiedzcie, że tego nie zrobiliście - jęknęłam, na co dwójka idiotów odpowiedziała jedynie śmiechem.
- Och, nie nasza wina, że nie ustawiłaś blokady - wyjaśniła Skylar, ale już jej nie słuchałam, wyrwałam smartfona i ruszyłam na zaplecze, nieco powolnie wchodząc w wiadomości. Nie byłam dobra w tych szczególnie nowoczesnych sprzętach.
- Niech to szlag - wymsknęło mi się, kiedy wyświetliła mi się ostatnia wiadomość. Kierowana do nikogo innego, jak Logana Spectera. Przełknęłam ślinę, czując rosnącą gulę w moim gardle. Pierwsze zdanie wiadomości stanowił adres, kolejne to "tutaj pracuję. Kończę niebawem, więc może wpadniesz na drinka? Lana."
Kiedy wyszłam, miałam wrażenie, że nic do mnie nie dociera. Nawet się do nich słowem nie odezwałam. Podali mu adres mojej pracy, miejsca, które szczerze kochałam i w którym czułam się swobodnie. Czy to niebawem minie? Rozejrzałam się, jakby ten mężczyzna miał już tutaj być. nie widziałam go, a przecież na tym mi zależało, dlaczego więc czułam jakiś dziwny zawód? To śmieszne, nie powinnam go tutaj chcieć... tylko, że z drugiej strony, odbierając kolejne zamówienie na porcję szotów, uderzyło we mnie pytanie, czy się pojawi. Wraz z nim pojawiła się dziwna ekscytacja, czy naprawdę znów go zobaczę, a jeśli tak, co za tym będzie stało? Koniec końców ludzi było tutaj pełno, teren był mój... może nie powinnam się bać?
Sama nie wiedziałam już co o tym wszystkim sądzić. Najlepiej było zająć się robotą i wmówić sobie, że może lepiej tak, niż jakbym sama miała się nie zdecydować. Przecież skłamałabym mówiąc, że od wczoraj nie myślę o nim cały czas. Kimkolwiek jest, nie mogłam tego tak zostawić, sprawy nierozwiązane lubią się mścić.
