Te słowa,
zachowanie, pewność błyszcząca w jej oczach, choć w zupełnie innym stylu niż
wczoraj wieczorem; czy to wyzwanie? Nie sposób było nie zauważyć, że coś się
zmieniło, choć jednocześnie przecież nic nie uległo zmianie. Tylko otoczenie, a
na to w tym momencie w ogóle nie zwracałem uwagi. Jak nierozważnie, co za
ignorancja kazała mi sądzić, że skoro ma śliczną, anielską buźkę, głębszy dekolt i nawiązał się
między nami w gruncie rzeczy niewinny flirt, to to wszystko traci na
niebezpieczeństwie. Że ona na nim traci. Cokolwiek tam miała w zanadrzu, nie
mogłem tego lekceważyć.
A jednak robiłem
to. Patrząc na nią i nie mogąc powstrzymać okrutnego wrażenia wbijającego się w
sam splot słoneczny z mocą młota pneumatycznego. Jak coś tak nieprzyjemnego
mogło być tak cholernie pociągające? Zawsze lubiłem tajemnice i wyzwania. To
nie ma nic wspólnego z czasem mojego pobytu na Ziemi, Leraje. Nic a nic.
— Uwierz, że sam
się nad tym zastanawiam — wyrwało mi się.
Z pozoru zupełnie
niewinny zlepek słów niósł ze sobą znacznie większy ciężar, niż można
było się spodziewać. Niż ktokolwiek poza mną w tym otoczeniu prawdopodobnie był
zdolny zrozumieć; dlatego dobrze, że zniknął, zagłuszony w odgłosach tętniącego
o tej porze pełnią życia baru. Komu starałem się udowodnić, że demon wtedy, w
mieszkaniu, nie miał racji? Jemu? Czy raczej samemu sobie?
Ten wieczór i ta
noc z pewnością nie przyniesie mi odpowiedzi na te pytania. Dlatego nie
zamierzałem ich szukać, po raz kolejny po prostu odepchnąć to od siebie i
pozwolić, żeby kawałek po kawałku pochłaniało mnie od środka. Bo teraz miałem
zgoła lepsze rzeczy do roboty. Z zainteresowaniem powiodłem spojrzeniem za kobietą,
kiedy zabrała się za wykonywanie dla mnie drinka. Cokolwiek nie mówić, musiała
już być na Ziemi dłuższy czas – no, chyba że jej umiejętnością nadaną od Ojca
było efektowne wytwarzanie drinków, ale jakoś w to wątpiłem. Co tutaj robi? Ile ma lat, jaki procent z nich spędziła na Ziemi?
Kim jest? Zastanawiałem się
nad tym i nad wieloma innymi kwestiami tej nocy i nad ranem, gdy sen wciąż nie
nadchodził.
Patrząc na nią,
zdawało się że na to nie ma odpowiedzi. Jeszcze. Przecież wcale jej nie znałem.
Nawet, jeśli w głębi świadomości byłem przekonany, że znam ją bardzo dobrze.
Coś kryjące się między słowami, sposób, w jaki mrugała i zaczesywała włosy na
jedną stronę, w jakimś szczególnym rodzaju uśmiechu, który czasem pojawiał się na jej twarzy, kiedy wyostrzało się jej
spojrzenie na ułamek sekundy po pojawiającym się w nim zamyśleniu. To wszystko
były tylko drobne wskazówki, które nijak nie zlepiały się w całość. Które
prawie przeoczałem. Gdyby tylko nie uderzały we mnie tak mocno.
Zmusiłem się do
oderwania czujnego spojrzenia od kobiety po to, żeby zerknąć na stojący przede
mną drink. Wziąłem go bez słowa do ręki, przystawiłem usta do brzegu szklanki i już wtedy poczułem zapach i smak pomarańczy, którą skropiła naczynie. W końcu niemal z namaszczeniem pociągnąłem jeden, długi łyk. Alkohol przyjemnie rozlał się na podniebieniu, szczypaniem spłynął w dół przełyku i buchnął ciepłem w żołądku. Kiedy wreszcie
odstawiłem szklankę od ust, prawie prychnąłem na myśl, że wcześniejsze
przypuszczenia o umiejętności Lany nie były takie głupie, jakby się mogło
wydawać. Dlatego, że drink był istotnie boski. Jakkolwiek nie cierpiałem tego
określenia, nie dało się go lepiej opisać.
— Niezły jak na
poprawę niesmaku — odpowiedziałem, uśmiechając się pod nosem szelmowsko. Czas przejść do konkretów; choć słodko zawoalowanych w flirt. — Przyjechałem
tu właśnie po to, żeby ją zobaczyć. Twoją twarz — dodałem więc w ramach
wyjaśnienia, odnosząc się do wcześniejszych słów kobiety.
Z cichym stuknięciem
odłożyłem szkło na blat baru i lekko się nad nim przechyliłem w przód, w stronę
stojącej za ladą kobiety. Nie na tyle, żeby poczuć znów jej zapach, w tym
tłumie i przy takiej odległości nas dzielącej nie było to możliwe, przynajmniej
nie tak wyraźnie jak wczoraj. Ktoś mnie trącał z prawej, gdzie miejsca
zajmowało dwóch młodych mężczyzn żartujących głośno i dość sprośnie, a pomiędzy
nimi siedziała roześmiana kobieta, pijąca kolejnego darmowego tego wieczora
drinka. Z lewej natomiast znajdował się milczący, starszy facet ze spojrzeniem
utkwionym gdzieś na nazwie jednego z alkoholi wypełniających półkę za plecami
Lany. Przed chwilą zwróciłem na to uwagę. Teraz, kiedy znajdowaliśmy się o te
kilka centymetrów bliżej, świat dookoła znów rozmywał się na krawędziach.
Będąc starszym niż
ich religie wciąż popełniałem takie błędy. Traciłem czujność na rzecz
fascynacji, która mnie pochłaniała od wewnątrz.
Gdzie ten cholerny Leraje? Założę się, że widok jego mordy natychmiast sprowadziłby mnie do pionu.
— Chcę wiedzieć kim
jesteś — kontynuowałem, nie spuszczając spojrzenia z Lany. To, że była w pracy
i nie miała czasu na prywatne pogawędki, gówno mnie obchodziło. Zachłannie
pragnąłem zabrać cały jej czas i skupić go na sobie. Byłem pieprzonym egoistą,
głównie dlatego, że egoistom zawsze żyje się najlepiej. — A jednocześnie mam
wrażenie, że gdybyśmy się sobie przedstawili, straciłbym wymówkę, żeby znów się
z tobą zobaczyć — dodałem, smakując każde z tych słów na języku. Szczerość ukryta między kłamstwami była najniebezpieczniejszym jej rodzajem, tym najłatwiejszym do przeoczenia. Kiedy
mówiłem, zaczepny uśmiech zrobił się nawet odrobinę szerszy, a oczy błyszczały
dziwnym blaskiem. — Zaledwie dwadzieścia cztery godziny — zmieniłem temat, na
powrót odchylając się w tył, na niskie oparcie hokera. — Myślałem, że to zajmie dłużej. A
jednocześnie ciężko powiedzieć, żeby mi to przeszkadzało.
— Ej, lala! Jesteś
w pracy? — Do moich uszu z gwaru wybił się krzyk w chwili, w której wypowiedziałem ostatnie słowo.
Zerknąłem w prawo, w kierunku tych samym dwóch mężczyzn i jednej całkiem atrakcyjnej
kobiety między nimi, na której twarzy teraz malowało się zakłopotanie. — Moja
koleżanka chce się napić! Ileż można czekać do cholery? Co za obsługa.
— Dawaj nam po szocie,
mała — dodał drugi, pretensjonalnie rzucając na blat banknot studolarowy.
To w nim utkwiła
spojrzenie dziewczyna znajdująca się między nimi.
Prychnąłem pod
nosem, znów przenosząc wzrok na Lanę i posyłając jej sugestywne spojrzenie
połączone ze znaczącym uniesieniem jednej z brwi.
