sobota, 18 sierpnia 2018

XV



        Zastanawiało mnie, jak mój gość się tutaj odnajduje, co myśli o tym miejscu, czy spodziewał się czegoś takiego? Jest zaskoczony? Jeszcze bardziej zainteresowany? Być może nie powinnam o to dbać, a jednak te pytania krążyły po mojej głowie, nawet w chwilach, w których obsługiwałam innych klientów. Sama nigdy nie zdecydowałabym się go tutaj zaprosić, uznałabym zapewne, że nie jest to mądre i zabierze mi poczucie bezpieczeństwa, a jednak teraz, kiedy już siedział na jednym z barowych krzeseł, nie czułam się tak źle, jak przypuszczałam. W zasadzie moje ciało było o wiele mniej spięte, niż wczoraj, czujność nie trzymała mnie silnie w ryzach, jakbym zawierzyła, że naprawdę nic mi teraz nie grozi.
       Zerknęłam na niego, akurat w chwili, w której skupił się na szklance. Poczułam, że na moment wstrzymuję oddech i znów uderzyło we mnie uczucie, że jego obecność jest taka znajoma. Ta twarz, którą dopiero teraz mogłam zobaczyć w świetle, a mimo to wydawało mi się, że już wczoraj dojrzałam wszelkie szczegóły. Te jednak nie mogły się nudzić, teraz też pochłaniałam je zachłannie, nie szukając w swoim zachowaniu przyczyn, wolałaby tych jeszcze nie nazywać, obawiając się, co może stać za moim zachowaniem. Póki co o wiele lepiej było myśleć, że po prostu mi się podoba, w tak normalnie ludzki sposób. Z resztą nie tylko mi, bo widziałam, że gdzieś na końcu baru chichotały trzy kobiety, spoglądając właśnie na niego. Byłam na Ziemi dopiero miesiąc, pewnie dlatego pierwszy raz w życiu dotarło do mnie, jak przyjemne jest wrażenie, że ktoś mógłby ci zazdrościć. Bo niezależnie od powodów, jakie miał, aby przyjąć "moje" zaproszenie, był tutaj dla mnie. Czy to już pycha? Jeśli tak, nie jest ona aż taka zła, jak się ją opisuje. Przyjemnie łechce moje ego.
       Znów spojrzałam na mężczyznę, przyciągnięta jego głosem, który mimo ogólnego gwaru zdawał się perfekcyjnie docierać do moich uszu. Uniosłam delikatnie brwi, ale kącik ust także mi zadrżał, zdradzając zadowolenie. Smakowało.
       - Ale moja twarz, to nie wszystko. W końcu nadal tutaj ze mną jesteś - zauważyłam, nie planując wcale tej wypowiedzi. Słowa same opuściły moje usta, a łobuzerski uśmieszek gdzieś zamajaczył na wargach, kiedy na moment oparłam się o krawędzie blatu, jaki znajdował się nieco pod barem. Miałam kolejną okazję, aby się mu przyjrzeć. Zauważyć, że jego czarne włosy mają wyjątkowo głęboką barwę, aż można się zastanawiać, czy po wsunięciu w nie palców, te nie zaginą gdzieś na zawsze... w dodatku oczy. Nazwanie ich niebieskimi byłoby niesamowitą obelgą. Zdawały się być w kolorze lodu i tyle co lód mieć w sobie ciepła. Podobała mi się ta myśl, to ile mogę zaobserwować, jak i te dziwne dreszcze, które mąciły mi w głowie. Coś w tej twarzy było tak pewne, jak jeszcze nic, co na Ziemi widziałam. Może dlatego, że oboje nie byliśmy ludźmi? Zwyczajnie nie miałam zbyt wielkiego porównania. Jeśli tak, nie należało przejmować się tym wszystkim, co się ze mną działo, kiedy Logan był w pobliżu. On na pewno wiedział więcej, może należało zapytać? Jak gdyby nigdy nic, zadać pytanie, czy czuje to, co ja i czy czuje to po raz pierwszy.
       Zdałam sobie sprawę, że nadal mu się przyglądam, kiedy po raz kolejny przerwał ciszę. To wszystko nie mogło trwać nie wiadomo, jak długo, a jednak skarciłam siebie w myślach, za tak poważne rozproszenie. Wyprostowałam się też, chociaż sposób w jaki mówił zachęcał do jeszcze mocniejszego pochylania się w jego kierunku. Miałam wrażenie, że oto jednak ja wpadłam w jakąś pułapkę, kiedy tak na mnie patrzył, a siła jego oczu zdawała się oplatać mnie jakąś niewidzialną mocą, przyciągać i błagać, bym się nie opierała.
       Rozchyliłam lekko wargi, w naturalnym odruchu, kiedy musiałam przeanalizować sobie na spokojnie to, co właśnie usłyszałam. Uspokoić serce, które postanowiło przyspieszyć swoją pracę. Już nawet miałam się odezwać, kiedy to ktoś z boku najwidoczniej postanowił przypomnieć o sobie. Zerknęłam w tamtym kierunku, widząc zachowanie klientów. Takie akcje się zdarzały, prawdę mówiąc przyglądałam im się z zainteresowaniem, korzystałam z nich, jak z kursu dotyczącego zbliżeń między ludźmi. Obserwacje kobiet, które uwodziły mężczyzny pozwalały mi pojąć, jak się zachowywać, aby przedstawiciele płci przeciwnej jedli mi z ręki. Natomiast mając każdego wieczora niejedną scenę podrywu ze strony panów, wiedziałam, co jest odpowiednie, a czego należy się już wystrzegać. Nauczyłam się więc, że podział dwóch panów na jedną atrakcyjną panią nigdy nie wróży nic dobrego i chyba moja teoria miała się tutaj potwierdzić.
       - Przepraszam na moment - powiedziałam grzecznie do Logana, chociaż mój ton był nieszczególnie miły, raczej zdegustowany.
       - No w końcu! - zawołał drugi facet i uderzył pięścią w blat. - Barmanka ma podawać klientom alkohol, a nie flirtować z nimi - dodał, jakby miał prawo mnie pouczać, co rozbawiło jego kompana, ale dziewczynę między nimi chyba wprawiło w zakłopotanie. Mimo to uśmiechnęła sie do jednego i drugiego.
       - Nienawidzę czegoś takiego, kurwa! Co z zasadą klient nasz pan? - dodał drugi, a ja uniosłam brwi, stawiając przed nimi trzy kieliszki.
       - Będzie drobniej? - zerknęłam na banknot, całkowicie ich ignorując. Chyba nieszczególnie im się to spodobało, bo jeden się nieco obruszył.
       - Może i by było, gdybyś łaskawie ruszyła do nas dupę wcześniej, cukiereczku - prychnął i zamachał dłonią w powietrzu. - Ileż ty to lejesz, zaraz tu uschniemy - kontynuował, a jego ręka zginęła gdzieś pod barem i dałabym sobie głowę uciąć, że znalazła się na udzie kobiety, która teraz zerknęła na niego koso. Podałam im kieliszki, które wychylili natychmiastowo, a kiedy wydałam resztę moje spojrzenie skrzyżowało się z tą panną. Wcześniej śmiała się i bawiła, niczym królowa nocy, ale teraz jej blask znacznie zmalał. To nie moja sprawa, jestem tutaj dla siebie i nie powinnam znów bawić się w bohaterkę, bo to mnie wykończy.
       - Hej, stój tu! - miałam już odejść, ale jeden mnie zatrzymał. - Kto pozwolił ci odejść, nasza koleżanka pewnie chce zamówić coś jeszcze - mówiąc to objął dziewczynę i pokazał jej ścianę za mną. - Na co masz ochotę? Postawię ci co tylko będziesz chciała - nachyliła się do jej ucha, ale nie mówił szeptem.
       - Jeśli coś chcecie, to zamawiajcie. Mam też innych klientów - rzuciłam poirytowana. Chyba nieszczególnie im się to spodobało. Wtedy też jeden zerknął na Logana, o którym nie tyle co zapomniałam, ale próbowałam sobie wmawiać, że nie jest świadkiem tej głupiej sceny. Teraz jednak dotarło do mnie, że co by nie zaszło, nie chcę wyjść przy nim na kogoś, kto sobie nie radzi.    
       - Mój kumpel chyba powiedział, że masz stać, to kurwa stój i czekaj - warknął na mnie drugi, robiąc się nieco czerwony na twarzy.
       - Chyba już nie będę piła - odezwała się w końcu ta dziewczyna, skupiając na sobie uwagę wszystkich.
       - Że co? Masz pić, jak stawiamy - kontynuował ten nieźle porobiony. Znaleźli sobie pannę, którą albo oboje chcieli zaliczyć, albo w zawodach zobaczyć, komu się to uda. Wcale nie było to takie rzadkie zjawisko, ale większość kobiet była tego świadoma. Inne były cwane, piły na cudzy koszt, a potem się zmywały. Ta tutaj nie miała tyle szczęścia, trafiła na agresorów, a kiedy jeden mocniej ją objął nie wytrzymałam i uderzyłam butelką o blat skupiając na sobie ich uwagę.
       - Pani chyba ma już dość - zaczęłam dosadnie, od razu widząc, że zbierając się na odpowiedź, ale na tą nie mieli szans.Wzięłam głębszy wdech, przygotowując się na to, co aż tak przyjemne nie było. Miałam wrażenie, że spijam z nich frustracje, całą negatywną energię, wściekłość, chęć walki. Nie mogłam przesadzić, ale na całe szczęście w barze alibi było świetne, bo tu większość osób miała mętny wzrok. - Zostawcie ją w spokoju, idźcie się lepiej przewietrzyć - zaproponowałam już spokojniej, chociaż teraz, kiedy ich złość przeszła na mnie, sama byłam podenerwowana. Przynajmniej z satysfakcją patrzyłam, jak puszczają dziewczynę, a ta obdarzyła ich spojrzeniem, by następnie czmychnąć między ludzi. Uznałam, że dłuższe marnowanie czasu na tą dwójke będzie podejrzane. Dlatego też, jak gdyby nigdy nic podałam jednemu klientowi piwo, potem jeszcze komuś zrobiłam drinka, a kiedy czułam, że jestem już całkowicie spokojna, zatrzymałam się przy Loganie.
       - Tęskniłeś? - zapytałam zaczepnie, z silnym postanowieniem nie nawiązywania do całej tej sytuacji. Wydawać by się mogło, że zamieszanie w barze odciągnęło mnie od niego, a jednak teraz, mając go znów przed sobą z miejsca przypomniałam sobie w jakim momencie od niego odeszłam.
       Uśmiechnęłam się zawadiacko.
       - Przecież wiesz, kim jestem - podjęłam, jakby od jego wypowiedzi wcale nie minęło dość dużo czasu. Jakby nikt nigdy nam nie przerwał. W dodatku mój uśmiech teraz był już całkiem bezczelny, a brwi poruszyły się sugestywnie. - Znasz moje imię, nazwisko, wiesz gdzie pracuję i jak wyglądam. Jeszcze ci mało? Zachłanny z ciebie mężczyzna - skwitowałam, wycierając szmatką shaker, który przed chwilą umyłam.
      - Za pięć minut kończę - zauważyłam, zerkając na zegar, jaki wisiał na ścianie. Zwilżyłam delikatnie wargi i zaśmiałam się pod nosem, bo nie pomyślałabym o godzinie, gdyby Dylan opierający się o przejście na zaplecze sugestywnie nie postukał w swój zegarek. - Swoją drogą, ile czasu mi dawałeś? - zapytałam po chwili, a czując, że pytanie to nie jest do końca precyzyjne, pochyliłam się nieco nad barem, aby wszystko wyjaśnić. - Na telefon. Skoro dwadzieścia cztery godziny były dla ciebie zaskoczeniem. Może następnym razem wezmę to pod uwagę, chociaż... lubię gdy moje ofiary nie wiedzą, czego się spodziewać - uśmiechnęłam się po raz kolejny, przechylając lekko głowę.
       Póki co nie wiedziałam, czy udawać, że faktycznie to ja napisałam, czy powiedzieć prawdę. Wszystko zależało do naszej rozmowy. Przede wszystkim jednak miałam na uwadze to, co powiedział. Chciał wiedzieć kim jestem i tym razem to jemu chodziło o nasze prawdziwe imiona. Może gdybym poznała jego, byłoby mi łatwiej? Z drugiej strony nie znałam wcale tak wiele istot naszego gatunku, żywot swój spędzając głównie w odosobnieniu. Jeśli natomiast on sam był aniołem, w co szczerze wątpiłam, mógł z miejsca pokojarzyć, że jestem zbiegiem. Jasnym stało się, że nie mogę tak po prostu mu zaufać, chociaż przyznaję, coś we mnie tego chciało. Mimo, że nie znaliśmy się prawie wcale, moje ciało, cała moja świadomość, ciągnęły do niego, jak do źródła światła. Być może miał jakieś zdolności, które tak na mnie wpływały. Trzeba było się tego wszystkiego dowiedzieć, a mężczyźni po alkoholu zwykle chętniej rozmawiają, więc może Logan również zechce udzielić mi kilku odpowiedzi?
       Przerażająca była jednak myśl, że nawet jeśli tych nie dostanę, to nie będę żałowała naszego spotkania. Wręcz przeciwnie, mimo, że drugie nadal trwało, ja już zastanawiałam się, w jakich okolicznościach dojdzie do trzeciego. To, że te będzie miało miejsce, nie miałam wątpliwości. Skrycie liczyłam też na to, że obejdzie się bez przelewania krwi. 
@GT - Tyler