sobota, 18 sierpnia 2018

XVIII



Prychnąłem śmiechem, jednocześnie opuszczając lekko głowę i wolno nią kręcąc.
— Jak na ciebie patrzę, to myślę, że jednak bym chciał się dowiedzieć, jak sobie z nimi radzisz — powiedziałem luźno po chwili znów podnosząc spojrzenie na kobietę i tylko w myślach dodając, że jestem przecież groźny.
Groźniejszy niż jacyś tam podchmieleni klienci desperacko pragnący ją wyrwać na jedną noc ze względu na zajebiste cycki, z nożem w kieszeni czający się na rogu ulicy, którą wraca do domu późną nocą po zmianie w barze. I tylko w głębokiej podświadomości czując, że w innych okolicznościach z pewnością i te słowa ujrzałyby światło dzienne w odwiecznej grze i potrzebie udowodnienia swojej dominacji. Z resztą; po wczorajszej rozmowie musiała sama zdawać sobie z tego sprawę, więc prawdopodobnie to była tylko niewinna zaczepka słowna, których oboje używaliśmy tak chętnie i często  w naszej znajomości z krótkim stażem.
Pięć minut odliczyłem tylko po uderzeniach serca, nie patrząc na zegarek, żeby nie przegapić żadnego gestu. Gdybym potrzebował wymówki, mógłbym przecież powiedzieć, że przyglądam się jej jak robi drinka, bo to po prostu interesujące. Ale ja jej nie potrzebowałem – gapiłem się, żeby wszyscy dookoła widzieli. Mówiłem takie rzeczy, choć nikt nas nie słuchał, po to, żeby wywołać jej reakcję. Żeby potencjalni zainteresowani na dziś zrozumieli, że tego wieczoru nie mają już szans. Te jej uśmiechy, cmokanie, sugestywne oblizywanie ust, spojrzenie, które spoczywało na mnie zdecydowanie częściej niż na jakiejkolwiek innej osobie w barze; wszystko dawało znać otoczeniu, żeby trzymali się z daleka. Od niej. Ode mnie, kiedy mam już określony cel. Od nas.
Westchnąłem ciężko, niemal teatralnie.
— Dla ciebie się mogę postarać — odpowiedziałem już praktycznie prosto w szklankę z Burbonem, którą znów unosiłem do ust. Najpewniej Lana mnie nie usłyszała, bo plecami do mnie już zmierzała w stronę zaplecza, ale ważne, że dotarło to do tego typa przy najbliższym stoliku, który patrzył w tym kierunku częściej, niż należało to robić i niż mógłbym to uznać za przypadek.
Znowu zostałem tylko ze szklanką w dłoni i możliwością przyglądania się najróżniejszym nazwom alkoholi przed oczami. Miejsce po mojej lewej wciąż pozostawało puste. Najwyraźniej o tej porze klienci nie przybywali już tak tłumnie, ale z pewnością ci, którzy byli obecni się w barze, zostaną tu do późnych godzin nocnych, ewentualnie wczesnych porannych. Wypity alkohol pobudzał mnie do działania i choć drinki były wyjątkowo mocne – ciekawe swoją drogą czy to zasługa mojego uroku osobistego i sympatii barmanki, czy po prostu takie tu podawali – czułem, że muszę wypić jeszcze przynajmniej jeden, żeby się rozluźnić. Zwłaszcza, że kiedy tylko Lana Gold znikała na moment z horyzontu, wątpliwości i złość na samego siebie dobijały się mocniej i trudniej je było odsunąć, stłamsić, zagłuszyć przyjemnością płynącą z tej dziwnej gry.
Podniosłem wzrok znad trzymanej w dłoni szklanki, odwróciłem głowę w lewo, w kierunku niewielkiego podwyższenia, na którym znajdował się jakiś mało znany zespół grający jazz. Kątem oka wyłapałem ruch tuż za nimi, przy stoliku stojącym w kącie pomieszczenia. Zmrużyłem lekko oczy, dłoń do tej pory leniwie mieszająca drinkiem zamarła. Leraje. A więc tam się ukrył. Cóż, muszę mu powiedzieć, że mimo doskonałych umiejętności w irytowaniu mnie, spóźnianiu się i zarywaniu do wszystkiego, co nie ma fiuta, mistrzem kamuflażu nie zostanie. Pomogłoby, gdyby nie otaczał się pięcioma dziewczynami o najróżniejszej urodzie, które – jak widziałem z tej odległości, przy zaciemnieniu nie pomagającym w wyłapywaniu szczegółów  – chichotały jak głupie, pożerając go spojrzeniami. Dopiłem naraz resztę drinka i głośno odstawiłem szklankę na blat. Ten zastrzyk porządnego alkoholu nieco mnie uspokoił. A może to świadomość, że Leraje tu jest. Że jeśli będę chciał zrobić coś wyjątkowo głupiego, z pewnością mnie od tego powstrzyma.
Właśnie w tej chwili przyczyna wszystkich możliwych do zrobienia głupot tego wieczoru przysiadła się obok mnie. Uśmiechnąłem się krzywo, słysząc jej pierwsze słowa i nawet bardziej, gdy dopowiedziała końcówkę. Skłamałbym, gdybym nie powiedział, że w tamtej chwili moje serce zabiło mocniej i szybciej. Żeby ostatecznie rozbić się o rozczarowanie, kiedy okazało się, że wciąż nie przechodzimy dalej – że nie będziemy rozmawiać naprawdę o tym, co ważne. A wraz z tym jakiś rodzaj ulgi, że gra wciąż jest tylko grą, że mogę się rozerwać bez konieczności skupienia się na sprawach poważnych.
— Czemu miałbym? — odpowiedziałem pytaniem, na ułamek sekundy unosząc brwi w wyrazie sztucznego zdziwienia. Wiedziałem przecież, czemu. Robiłem to specjalnie. Wywoływałem takie reakcje, zdając sobie sprawę, że ona też to robi. — Niech patrzą i niech sądzą, że widzą cokolwiek. Oboje wiemy, że to nieprawda. Są rzeczy, które widzimy i czujemy tylko my. Prawda? — szepnąłem, a szept ten zniknął w rozpoczynającym się właśnie mocnym akcentem kolejnym utworze.
Chyba ostatkami silnej woli powstrzymałem się od nachyleniem się w jej stronę i otwartym przełamaniem dzielącego nas dystansu.
— Stawiam drinka. Za słodką nieświadomość — rzuciłem głośniej, kierując spojrzenie dla odmiany w stronę baru. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na inną barmankę, z burzą loków i bardzo wyzywającym wyrazem twarzy; jakby w ogóle o tym nie myślała ani nie starała się tego robić. Wyzwanie wyglądało na niej wręcz naturalnie. — I za konsekwencje. Uwielbiam to słowo. Przepraszam! Dla mnie Old Fashioned — zwróciłem się w kierunku kobiety z ujmującym w moim nieskromnym mniemaniu uśmiechem — a dla Lany...? — zawiesiłem głos, teraz patrząc na swoją towarzyszkę.
Rudowłosa uśmiechała się szeroko, ale tego, zajęty swoimi myślami i wwiercaniem nieprzeniknionego spojrzenia w blondynkę jakoś nie zauważyłem. A może nie chciałem zauważyć. Była tylko marnym człowiekiem, osobą niewartą mojej uwagi i poświęcanego jej czasu.
A ja naprawdę kupowałem jej drinka. I mogłem się oszukiwać ile wlezie, że to tylko chwilowe, że to taka rozrywka, że to dla większego dobra, że jestem w pracy i zamierzam wycisnąć z niej wszystko, co wie, tyle że póki co po dobroci, bo to sprawiało mi przyjemność. Łykałem te wymówki bez zająknięcia, bo nie zamierzałem robić sobie wyrzutów sumienia. Wiedziałem, że mimo wszystko czujny Leraje zrobi je za mnie, kiedy tylko zostaniemy na moment sami.

@GT - Tyler