Prychnąłem śmiechem,
jednocześnie opuszczając lekko głowę i wolno nią kręcąc.
— Jak na ciebie
patrzę, to myślę, że jednak bym chciał się dowiedzieć, jak sobie z nimi radzisz
— powiedziałem luźno po chwili znów podnosząc spojrzenie na kobietę i tylko w
myślach dodając, że jestem przecież groźny.
Groźniejszy niż jacyś
tam podchmieleni klienci desperacko pragnący ją wyrwać na jedną noc ze względu
na zajebiste cycki, z nożem w kieszeni czający się na rogu ulicy, którą wraca
do domu późną nocą po zmianie w barze. I tylko w głębokiej podświadomości
czując, że w innych okolicznościach z pewnością i te słowa ujrzałyby światło
dzienne w odwiecznej grze i potrzebie udowodnienia swojej dominacji. Z resztą;
po wczorajszej rozmowie musiała sama zdawać sobie z tego sprawę, więc prawdopodobnie
to była tylko niewinna zaczepka słowna, których oboje używaliśmy tak chętnie i
często w naszej znajomości z krótkim
stażem.
Pięć minut odliczyłem
tylko po uderzeniach serca, nie patrząc na zegarek, żeby nie przegapić żadnego
gestu. Gdybym potrzebował wymówki, mógłbym przecież powiedzieć, że przyglądam
się jej jak robi drinka, bo to po prostu interesujące. Ale ja jej nie
potrzebowałem – gapiłem się, żeby wszyscy dookoła widzieli. Mówiłem takie
rzeczy, choć nikt nas nie słuchał, po to, żeby wywołać jej reakcję. Żeby
potencjalni zainteresowani na dziś zrozumieli, że tego wieczoru nie mają już
szans. Te jej uśmiechy, cmokanie, sugestywne oblizywanie ust, spojrzenie, które
spoczywało na mnie zdecydowanie częściej niż na jakiejkolwiek innej osobie w
barze; wszystko dawało znać otoczeniu, żeby trzymali się z daleka. Od niej. Ode
mnie, kiedy mam już określony cel. Od nas.
Westchnąłem ciężko,
niemal teatralnie.
— Dla ciebie się mogę
postarać — odpowiedziałem już praktycznie prosto w szklankę z Burbonem, którą
znów unosiłem do ust. Najpewniej Lana mnie nie usłyszała, bo plecami do mnie już
zmierzała w stronę zaplecza, ale ważne, że dotarło to do tego typa przy
najbliższym stoliku, który patrzył w tym kierunku częściej, niż należało to
robić i niż mógłbym to uznać za przypadek.
Znowu zostałem tylko
ze szklanką w dłoni i możliwością przyglądania się najróżniejszym nazwom
alkoholi przed oczami. Miejsce po mojej lewej wciąż pozostawało puste.
Najwyraźniej o tej porze klienci nie przybywali już tak tłumnie, ale z
pewnością ci, którzy byli obecni się w barze, zostaną tu do późnych godzin
nocnych, ewentualnie wczesnych porannych. Wypity alkohol pobudzał mnie do
działania i choć drinki były wyjątkowo mocne – ciekawe swoją drogą czy to
zasługa mojego uroku osobistego i sympatii barmanki, czy po prostu takie tu
podawali – czułem, że muszę wypić jeszcze przynajmniej jeden, żeby się
rozluźnić. Zwłaszcza, że kiedy tylko Lana Gold znikała na moment z horyzontu,
wątpliwości i złość na samego siebie dobijały się mocniej i trudniej je było
odsunąć, stłamsić, zagłuszyć przyjemnością płynącą z tej dziwnej gry.
Podniosłem wzrok znad
trzymanej w dłoni szklanki, odwróciłem głowę w lewo, w kierunku niewielkiego
podwyższenia, na którym znajdował się jakiś mało znany zespół grający jazz.
Kątem oka wyłapałem ruch tuż za nimi, przy stoliku stojącym w kącie
pomieszczenia. Zmrużyłem lekko oczy, dłoń do tej pory leniwie mieszająca
drinkiem zamarła. Leraje. A więc tam się ukrył. Cóż, muszę mu powiedzieć, że
mimo doskonałych umiejętności w irytowaniu mnie, spóźnianiu się i zarywaniu do
wszystkiego, co nie ma fiuta, mistrzem kamuflażu nie zostanie. Pomogłoby, gdyby
nie otaczał się pięcioma dziewczynami o najróżniejszej urodzie, które – jak widziałem
z tej odległości, przy zaciemnieniu nie pomagającym w wyłapywaniu szczegółów – chichotały jak głupie, pożerając go
spojrzeniami. Dopiłem naraz resztę drinka i głośno odstawiłem szklankę na blat.
Ten zastrzyk porządnego alkoholu nieco mnie uspokoił. A może to świadomość, że
Leraje tu jest. Że jeśli będę chciał zrobić coś wyjątkowo głupiego, z pewnością
mnie od tego powstrzyma.
Właśnie w tej chwili
przyczyna wszystkich możliwych do zrobienia głupot tego wieczoru przysiadła się
obok mnie. Uśmiechnąłem się krzywo, słysząc jej pierwsze słowa i nawet
bardziej, gdy dopowiedziała końcówkę. Skłamałbym, gdybym nie powiedział, że w
tamtej chwili moje serce zabiło mocniej i szybciej. Żeby ostatecznie rozbić się
o rozczarowanie, kiedy okazało się, że wciąż nie przechodzimy dalej – że nie
będziemy rozmawiać naprawdę o tym, co ważne. A wraz z tym jakiś rodzaj ulgi, że
gra wciąż jest tylko grą, że mogę się rozerwać bez konieczności skupienia się
na sprawach poważnych.
— Czemu miałbym? —
odpowiedziałem pytaniem, na ułamek sekundy unosząc brwi w wyrazie sztucznego
zdziwienia. Wiedziałem przecież, czemu. Robiłem to specjalnie. Wywoływałem
takie reakcje, zdając sobie sprawę, że ona też to robi. — Niech patrzą i niech
sądzą, że widzą cokolwiek. Oboje wiemy, że to nieprawda. Są rzeczy, które
widzimy i czujemy tylko my. Prawda? — szepnąłem, a szept ten zniknął w
rozpoczynającym się właśnie mocnym akcentem kolejnym utworze.
Chyba ostatkami
silnej woli powstrzymałem się od nachyleniem się w jej stronę i otwartym
przełamaniem dzielącego nas dystansu.
— Stawiam drinka. Za
słodką nieświadomość — rzuciłem głośniej, kierując spojrzenie dla odmiany w
stronę baru. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na inną barmankę, z burzą loków i
bardzo wyzywającym wyrazem twarzy; jakby w ogóle o tym nie myślała ani nie
starała się tego robić. Wyzwanie wyglądało na niej wręcz naturalnie. — I za
konsekwencje. Uwielbiam to słowo. Przepraszam! Dla mnie Old Fashioned —
zwróciłem się w kierunku kobiety z ujmującym w moim nieskromnym mniemaniu
uśmiechem — a dla Lany...? — zawiesiłem głos, teraz patrząc na swoją
towarzyszkę.
Rudowłosa uśmiechała
się szeroko, ale tego, zajęty swoimi myślami i wwiercaniem nieprzeniknionego
spojrzenia w blondynkę jakoś nie zauważyłem. A może nie chciałem zauważyć. Była
tylko marnym człowiekiem, osobą niewartą mojej uwagi i poświęcanego jej czasu.
A ja naprawdę
kupowałem jej drinka. I mogłem się oszukiwać ile wlezie, że to tylko chwilowe,
że to taka rozrywka, że to dla większego dobra, że jestem w pracy i zamierzam
wycisnąć z niej wszystko, co wie, tyle że póki co po dobroci, bo to sprawiało
mi przyjemność. Łykałem te wymówki bez zająknięcia, bo nie zamierzałem robić
sobie wyrzutów sumienia. Wiedziałem, że mimo wszystko czujny Leraje zrobi je za
mnie, kiedy tylko zostaniemy na moment sami.
