Brew mi drgnęła, kiedy bez cienia żenady przyjął moje słowa, a nawet odpowiedział na nie pytaniem. Z łatwością przyszło mu pogodzić się z tym, co miało między nami miejsce. Nie czuł się niezręcznie, a już na pewno nie było w nim poczucia winy. Może to tylko ja chciałam z pierwszego pocałunku uczynić coś niezwykle podniosłego, co należy gloryfikować, podczas gdy dla Logana było to jedynie kolejnym z wielu zdarzeń, jakie składają się na jego dzień powszedni. Wiedzieć tego nie mogłam, ale domniemywać już owszem. Ta jego obojętność pchała mnie do podobnych wniosków, a za nią szło coś mojego. Głosik, który mówił, że przecież nie mogłam być tutaj jedyną stroną, która czuła to wszystko, nie byłam nią na pewno. Mógł więc podobnych pocałunków na swym koncie mieć miliony, ale żaden z nich nie był ze mną, więc na litość boską, nie udawaj, że nie zrobiło to na tobie wrażenia, że nie odcisnęło się piętnem. Moje serce szalało w piersi, biło w żebra żądając oswobodzenia, a twoje? Palce poruszyły się w odruchowym drgnięciu, jakby były gotowe sprawdzić, dosięgnąć jego klatki piersiowej, wystarczyła odrobina woli, spięcie odpowiednich mięśni, ale co by się stało, gdybym nie poczuła nic? Szczególnie teraz, gdy poczuć chciałam tak wiele?
Nie znam go - musiałam to stale powtarzać samej sobie. To było nasze drugie prawdziwe spotkanie, a ja znajdowałam się tak blisko i chciałam być jeszcze bliżej. Zapominałam, że jest mi obcy, bo chociaż najpewniej oboje nie pochodziliśmy z tego świata, to nie czyniło nas bliskimi sobie istotami. Dlaczego więc z każdym jego słowem to dość logiczne spostrzeżenie traciło na znaczeniu?
W końcu odpowiedział na moje słowa, a chociaż je potwierdził po mojej twarzy przemknęło zdziwienie. Przełknęłam ślinę, czekając na kontynuację, spijając każdą sylabę z jego ust. Teraz też, gdy on o tym wspomniał, zdałam sobie sprawę z tego, jak ogólnie, nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla otoczenia musi wyglądać pozycja, w której się znajdujemy. Być może speszyłabym się, ale zbyt zajęta byłam tym, co czarnowłosy zamierza mi powiedzieć, jakby od tego co najmniej miało zależeć moje istnienie. Przybliżył się, a ja nie mogłam nic na to poradzić, chociaż nie wiem, czy próbowałabym, gdyby istniała możliwość. Odruchowo przymknęłam oczy, czując lepiej ciepło jego ciała, oddech na moim uchu, który wywoływał dziwne, bardzo przyjemne dreszcze. Coś prosiło we mnie, aby szeptał dalej, skrócił jeszcze bardziej dystans. Coś krzyczało z oddali, abym tym razem się nie wstrzymywała. Tym razem. Sama już siebie nie rozumiałam, na moje szczęście Logan był zbyt zajmujący, abym mogła bujać w obłokach zbyt długo.
Moja.
Jeśli wcześniej sądziłam, że serce bije mi szybko, to dopiero teraz miałam poznać znaczenie tych słów. Ono wręcz huczało w uszach, oddzielając mnie skutecznie od odgłosów roznoszących się po barze.
Nie miał prawa tak mnie nazywać. Kim on był i skąd w nim taki tupet? Uciekłam z nieba właśnie po to, by być swoją własną panią, nikomu nie podlegać, czuć wolność, niezależność. Nie należę do nikogo, już nie. Na pewno nie należę do niego, bezczelnego mężczyzny, który zjawił się znikąd i mieszał mi w głowie od pierwszej sekundy, którą przyszło nam razem dzielić. Nie byłam jego własnością i powinnam mu o tym powiedzieć z miejsca, ale... nie odezwałam się. Siedziałam w ciszy, a mimo całego buntu, jaki się we mnie pojawił, w chwili w której delikatnie rozwarłam wargi, zrozumiałam, że jeśli powiem na głos cokolwiek z tego, co wypełniało moje myśli, to skłamię. Nie rozumiałam tego. Logan Specter nie był w żaden sposób podobny do osób, które już poznałam. Zagarnął mnie sobie, nie pytając o zdanie i wszystko wskazywało na to, że mu na to pozwolę. Chcę być przez niego zniewolona.
On mówił dalej, a ja byłam jak w transie. Jedynymi bodźcami, jakie odbierałam, były te związane z nim. Wiedział wiele, za wiele, podczas gdy ja miałam takie szczątkowe informacje. Irytowała mnie ta przewaga, to, że zostałam z tyłu, a on nawet nie krył tego, a jeszcze jawnie pokazywał, kto w tym układzie jest na lepszej pozycji. Żartował sobie ze mnie, podczas gdy w mojej głowie siał spustoszenie każdym słowem, jakby tego było mało, kiedy mnie ugryzł, niczym nowicjusz, którym z resztą byłam nie powstrzymałam cichutkiego jęknięcia. Wytrąciło mnie to z rytmu, a w tej rozmowie nie mogłam sobie na to pozwolić.
Tak też kilka faktów zgrało się w czasie. Mój rumieniec, silny, gdy ciało zadrżało w jego ramionach, a także wyraźnie wyrysowane zdziwienie, może nawet strach, kiedy w końcu tak bezpośrednio dał mi do zrozumienia kim jest. Odchyliłam się w tył, na tyle, na ile mi pozwolił. Musiałam spojrzeć mu w oczy, a przy tym przestać myśleć o jego oddechu na mojej skórze, o tym, że chciałabym, aby omiótł nim całe moje ciało.
Był demonem. To nie były domysły. Skoro mi o tym mówi, to nie był uciekinierem, ale to już nie są pewne fakty. Tak jak wczoraj, tak też teraz miałam ochotę uciec. Zerwać się natychmiast, dopaść drzwi, wyciągnąć kluczyki, wsiąść na motor i zniknąć, ale nie mogłam, chociaż w przeciągu ułamka sekundy miliony razy odtworzyłam całą drogę w myślach. Trzymał mnie. Nie chodziło o ręce. Coś w nim o wiele silniejszego, niż ludzkie mięśnie otoczyło mnie już całą. Czy naprawdę miał rację? Byłam jego.
- Mówisz, że jestem za łatwa? - uspokoiłam się na tyle, by mój głos zabrzmiał odpowiednio pewnie. Poza tym specjalnie przekształciłam jego słowa na potrzeby tego pytania, nawet jeśli było to dalekie naciągnięcie. Uśmiechnęłam się jadowicie. Jeśli to gra, nie mogę tak szybko przegrać. Poza tym jeśli on był tropicielem, najbezpieczniej było udawać, że i ja nim jestem. - Nawet jeśli, najwyraźniej nie przeszkadza ci to na tyle, aby trzymać mnie w ramionach i łaknąć mojej bliskości - dodałam po chwili, nieco lepiej odnajdując się w tym tonie wypowiedzi. Nawet jeśli wcześniej pokazałam wiele emocji, musiałam przynajmniej spróbować zabić w nim to wspomnienie.
- Masz rację, jestem aniołem. Nie byle jakim, ale tego wiedzieć nie możesz - ostatnie zdanie wypowiedziałam ciszej, wolniej. Kierowana jakąś dziwną potrzebą uniosłam dłoń, położyłam ją na jego twarzy, kciukiem wodząc blisko lewego kącika ust. Chciałam mu pokazać, że mimo imponującej wiedzy, ta wciąż nie jest całkowita, a może chciałam też zagrać mu na nosie? Sama ta myśl, tak brutalnie niebezpieczna znów wywołała dreszcze. Podobały mi się one. On mi się podobał.
Przybliżyłam się, tym razem sama pokonując dystans. Odnalazłam jego szyję, przejeżdżając po niej czubkiem nosa, aż do ucha, przy którym się zatrzymałam.
- Nie patrz na mnie z góry. Może i masz rację, Logan, ale zapewniam cię, szybko się uczę - wyszeptałam i tym razem ja sama nadgryzłam delikatnie płatek jego ucha. Podobało mi się to, ale nie sądziłam, że nawet w sytuacji, w której ja sama będę prowodyrem tego gestu, zasieje to w mojej głowie takie spustoszenie. Mimo więc, że miałam być panią sytuacji, drgnęła ponownie, dałam sobie chwilę by przełknąć ślinę, skupić się na tym, co już tańczyło na czubku języka. - Jeśli z kolei mam przekazać pozdrowienia, zdradź mi swoje prawdziwe imię. Demony też je mają, prawda? - krew krążyła znacznie szybciej. Było mi duszno, jakbym miała upaść.
Odsunęłam się. Zeszłam mu z kolan w jednej chwili, wracając na swoje miejsce. Zrobiłam to dlatego, że pragnęłam z całego serca, aby złapał mnie mocniej, przycisnął jeszcze bardziej, aby nic nas nie dzieliło, a on nigdy mnie nie puścił. To pragnienie było tak potężne i tak niepoprawne, że z trudem się mu oparłam i miałam świadomość, że następnym razem zwyczajnie mi się to nie uda. Byłam skołowana, ale nie mogłam tego dać po sobie poznać. Sięgnęłam po drinka, umieszczając słomkę w ustach, ale nim pociągnęłam porcję napoju, wypuściłam ją z pomiędzy warg.
- Och, no i jeszcze jedno sprostowanie - uniosłam spojrzenie na te jasne oczy, a pożądanie znów mną szarpnęło, błagając bym się poddała, bym wróciła do jego ciała, chociaż na minutę dłużej. - Nie jestem niczyją własnością - zakończyłam, wracając do przerwanej wcześniej czynności, jaką było picie.
Udowodniłam też sobie coś przy okazji. Wcześniej miałam rację. Te słowa, chociaż wypowiedziane tak bezpośrednio, bez wątpienia w mojej głowie nie były niczym więcej, jak zwykłym kłamstwem.

