Nie uszło mojej uwadze to z jakim spokojem Logan rozgryzał błędne pomysły moich współpracowników. W dodatku bardzo bezpośrednio sam siebie nazwał moim kochankiem, chociaż oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak daleko od prawdy leży ta kwestia. Nie mniej jednak ta jedna wypowiedź tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że mężczyzna nie należy do osób owijających w bawełnę, już wcześniej dało się to wyczuć, ale teraz zrozumiałam, że nie tylko w sytuacjach, nazwijmy je nerwowych pozwala sobie na taką bezpośredniość. Sama nie należałam do wycofanych osób, świadomość tego, że w rozmowie z ludźmi nic nie miałam do stracenia dawała przerażającą przewagę, tylko, że Logan człowiekiem nie był. W dodatku ja stale się wszystkiego uczyłam, a on zdawał się o wiele lepiej odnajdywać na Ziemi. Nie chciałam odstawać - ta myśl uderzyła we mnie nagle. Choćby nie wiem co, nie mogłam dać po sobie poznać, że jestem z tyłu, za nim, to całkiem zabawne, że drugiego dnia naszej znajomości już stawiam sobie podobne wymagania.
Zmrużyłam delikatnie oczy, kryjąc pod tym gestem pewnego rodzaju zaskoczenie. On naprawdę zdawał się nie obawiać mnie w żadnym calu. A zatem jak potężną istotą jesteś, Loganie? No i co do cholery robisz w tym mieście? Ostatecznie pozostawała jeszcze kwestia tego, ile wiesz i dlaczego tak silnie przyciąga mnie do ciebie jakaś nieznana mi siła? Czy aby na pewno odpowiedzi na te pytania będą przyjemne w skutkach, czy mówiłeś jedynie ze swojej perspektywy? Istniała też możliwość, że za wiele analizowałam, poza tym on sam był już po dwóch drinkach, w trakcie trzeciego. Nie mogłam łykać każdego słowa, które mi podrzuci, ale też nie potrafiłam być na nie obojętna. Jakby każda oddzielna sylaba, jaka opuszczała jego usta trafiała idealnie tam, gdzie sobie to założył, mieszając w mojej podświadomości, obijając się echem na długo po tym, gdy zamknął już usta.
Zaraz jednak mój towarzysz nieco się zreflektował, a może raczej zauważył, że niekoniecznie nasza relacja może być tak przyjemna. Znów uderzyła mnie myśl, że ma zdolność czytania w myślach, albo zwyczajnie los płatał sobie ze mnie figle, podsyłając mu rozterki, które aktualnie toczyły mój umysł.
- Masz racje - powiedziałam spokojnie, przyglądając się temu, jak podczas ruchu głową, jego włosy poruszały się w powietrzu. Drgnęła mi dłoń. Chciałam ich dotknąć i sprawdzić, czy... no właśnie, dlaczego tak bardzo chciałam ich dotknąć? Musiałam się uspokoić, złapać jakiś dystans, a przecież w chwili powstania tego pomysłu, cała moja dusza z miejsca zaczęła się buntować. Pragnęłam być w pobliżu tego mężczyzny i nie znałam takiego pragnienia wcześniej. Przerażało mnie ono, ale z każdą sekundą zdawałam się obrastać w odwagę, aby zmierzyć się z tym strachem. - To nie był tandetny komplement - kącik moich ust uniósł się w chwili, w której dokończyłam wypowiedź, na moment spoglądając w te jego lodowate oczy. Prawda była jednak taka, że naprawdę nieco mnie uspokoił, o ile o spokoju w naszej relacji można mówić.
Powinnam dać temu czas, przynajmniej teraz, kiedy nie jesteśmy sami, a według tego, co mówił wczoraj, nie zrobi mi krzywdy. Oczywiście mógł kłamać, brałam to pod uwagę, ale zachowując się jak zaszczute zwierze, niczego się nie dowiem, poza tym dla siebie samej, pragnęłam pozyskać wiedzę na temat tego mężczyzny, nawet jeśli koniec końców przyjdzie mi przed nim uciekać na inny kontynent. Chyba dobrze znać swojego oprawcę, prawda?
Teraz na przykład, kiedy mu się przyglądałam, nie uszło mojej uwadze, że nie poświęca się jedynie mojej osobie. Uderzyło mnie dziwne uczucie, jakby zawód, że nie skupia się tylko na mnie. Doprawdy dziwne, aż tak chciałam wywierać na nim to samo wrażenie, co on na mnie? Czy to już pycha? Jeśli tak, to Ojciec nie byłby z mnie dumny, a chociaż zdawałam sobie sprawę z tego, że ta myśl uchodzi za herezję, powiodła mnie ona do nieco łobuzerskiego uśmieszku. Pociągnęłam kilka łyków przez słomkę, w czystym odruchu wodząc wzrokiem za spojrzeniem Logana, jednak nim cokolwiek nim namierzyłam, mężczyzna znów się na mnie skupił i dzięki Bogu, że zdążyłam przełknąć przed tym, bo najpewniej oplułabym go całkiem widowiskowo.
Dobra, rozumiem... nie pozostawałam dłużna w tej grze, nie chciałam odstawać, podpuszczałam go, ale kurwa! To nie tak, że chciałam pobawić się ladacznicę, co zaraz pójdzie z nim do kibla. W ogóle czy mnie coś ominęło? Jakaś część naszej rozmowy? Moja wiedza ograniczała się do obejrzanych i przeczytanych romansów, jak i kilku obserwacji w barze, ale chyba podobne propozycje powinno poprzedzać nieco głębsze preludium, niż to, że jestem godna uwagi? Zdałam sobie sprawę, że serce mi przyspieszyło, ale od jego pytania, a raczej polecenia nie mogło minąć więcej, niż ułamek sekundy.
Ponaglił mnie i chyba wtedy dotarło do mnie, że coś musi być nie tak. Mój wzrok tak bardzo chciał teraz uciec w bok, nie rozumiałam tego, co się dzieje, ale przeczucie podpowiadało, że nie powinnam mu się teraz przeciwstawiać. Straciłam na pewności siebie, chociaż bardzo nie chciałam mu tego pokazać. Tylko, że jeśli faktycznie coś było na rzeczy, to raczej niska cena za względne bezpieczeństwo, prawda? A chuj! Dlaczego sam nie mógł mnie pocałować?
Niewiele myśląc puściłam szklankę i przysunęłam się do niego.
- Jeśli to podstęp, to piłeś dziś ostatniego drinka na mój koszt - powiedziałam mu to cichutko, prosto do uszka, czując, że jego dziwna energia napiera na moją, miesza się z nią. Skrywałam twarz w jego włosach, a czas jakby spowolnił, ale miałam wrażenie, że był nieco spięty, a może już sama sobie dodaję? W każdym razie adrenalina zaczęła we mnie buzować, ale z drugiej strony, jak niby miałam go pocałować, jakbym była na niego napalona? Odkąd zeszłam na ziemię, z męskimi ustami miałam do czynienia dwa razy. Pierwszy raz podczas mojego pierwszego dnia w pracy, kiedy jeszcze mało rozumiałam, przystojny blondyn się do mnie przykleił, a ja myślałam, że to tylko niewinny pocałunek i gdyby nie Dylan, to pewnie na nim by się nie skończyło. Drugi był chyba nawet gorszy, bo facet był pijany jak bela i dosłownie wepchnął mi język w usta, a jego umiejętności, obawiam się, mogły być nawet lichsze od moich własnych. No, ale to nie była chwila, aby o tym myśleć.
- Jeśli chcesz, żeby to było wiarygodne, będziesz musiał mi pomóc - jęknęłam i wcale mi się nie podobało, że byłam do tego zmuszona. W każdym razie wsunęłam kolano na miękką kanapę i uniosłam się nieco wyżej, bo Logan był ode mnie postawniejszy. Jedną dłoń położyłam na jego ramieniu, a kolejna fala tych dziwnych emocji uderzyła we mnie, zmuszając do wypuszczenia z ust powietrza ze świstem, który wprawił w ruch kosmyki jego włosów. Odsunęłam się na tyle by móc spojrzeć na jego twarz i czułam, że się rumienię. Mam nadzieję, że nie zauważy tego, albo zrzuci winę na alkohol, czy też moją perfekcyjną grę aktorską. Teraz musiałam się skupić na czymś innym, dlatego też pochyliłam się jeszcze bardziej. - To nie jest moja specjalność - mruknęłam w ostatniej chwili, prosto w jego usta, a potem...
Sama nie wiem, jak to nazwać, jak objąć rozumem emocje, które we mnie uderzyły, jednocześnie pchając do działania. Jego usta zdawały się idealnie współgrać z moimi i nie wiem już, czy był w tym tak dobry, czy może ja sama odnalazłam się w pocałunku, którego przecież sama nie chciałam... wydawało mi się, że nie chcę, ale teraz moje ciało nie było już tego takie pewne. Uniosłam się wyżej, przymykając oczy, mruknęłam kiedy moja dłoń w końcu znalazła się w tych upragnionych włosach, okładając się na jego potylicy tak, jakby to było jej miejsce. Przerażało mnie to, jak doskonale się czułam, tak nie powinno być, a gdy zaczęło brakować powietrza, rozsądek dał o sobie znać. Z trudem odkleiłam swoje wargi od jego, zdając sobie sprawę że jakimś cudem klęczę już znacznie wyżej nad nim, opierając swoje czoło o jego własne.
- Jesteś mi winny wyjaśnienia - powiedziałam szeptem, oddychając ciężko, nadal prosto w jego usta, próbując przy tym ukryć te wszystkie emocje, które tak bardzo się prosiły o nazwę, jakby ta od dawna we mnie była. Irytowało mnie to, drażniło, a jednocześnie nie chciałam, aby to uczucie zniknęło. Przymknęłam na moment oczy, nadal się nie odsuwając. W tej chwili nawet wizja tego, że być może znów powiększyłam między nami przepaść umiejętności mnie jakoś szczególnie nie interesowała. - No i co teraz? Już ci starczy mojej bliskości? - dodałam, nadal to czując. Nadal mogłam go dotykać, mając do tego pretekst. Chyba wciąż do mnie nie dotarło, co właśnie się wydarzyło i może zbyt pochopnie wzniosłam toast za konsekwencje.

